niedziela, 15 maja 2016

A Space Odyssey.

The Red Shrooms from Mars.

Space Cat, that dauntless explorer, is off again in "a most fancy ship" with his friend Captain Fred Stone.
"His sleek tail waving gently on high, Flyball went in search of adventure." Text and pictures - and Paul Galdone has made wonderful pictures - show the strange things he found. Although by now he is "an experienced and slightly bored" space cat, certain things on Mars do interest him - very much! Children likes Space Cat.

Venus & Hairy Kitty...

The Mars Space Shroom kit is will provide many mushrooms in no time. Expect your first of three magic mushroom flushes in 10 days only! Growing shrooms has become childs-play with the Space action! All you need is patience and a couple sprays of water every day. These Magic Mushrooms may be as powerful als Mars, the god of war. It is most certainly more peaceful! Expect a peaceful journey to other states of your mind! Great visuals and lots of magic. Like all Space Shrooms, Mars is based on the Psilocybe Cubensis.

Trippy...?;)




Chronos, Step By Step, Steps To The Great Knowledge 2007.

sobota, 14 maja 2016

Koło fortuny.

Taka ruletka. Czarne, czerwone, zero...
(Fot. Erazm Ciołek)


A mnie zawsze będzie dobrze
Jam złodziej czarodziej, syn życia i ulicy.
Przede mną ogromny cały świat,
Jam zwiedzał obszary wzdłuż Polski szerokiej. 
Gdy wpadnę, w kiciu uczę się fachu,
Płacą mi szamką i szlugami.

Nie jeden milicjant za kark mnie w życiu trzymał,
Nie jeden już z mojej ręki padł.
Nie jeden wyrok w życiu odsiedziałem. 
Gdym wyszedł na wolność, siadłem w gronie kolegów, 
Rój dziewcząt otaczał mnie w krąg...



Tylko, że ci przy stole do tego wszystkiego, to za grosz honoru...


PS Moje koło od roweru wygląda podobnie gdy wyjadę z łąki, a opona jest oblepiona krowimi plackami.

wtorek, 10 maja 2016

Kot mit uns.

Zima, c. 1917.


Lato.


PS Do '39 pewien postęp zanotowali. Dorzucili im do ekwipunku spodnie.

czwartek, 5 maja 2016

Prosta historia.

"I wyszły żaby i pokryły ziemię egipską". Tak też bywa. Tu przyjmiemy założenie, że to było za sprawą Thery (Thiry), która była wybuchła za panowania faraona z XVIII dynastii Ahmose (Ahmosis I / Jahmes), co panował między 1550-1525 p.n.e., lub nieco później, w sensie wybuchła, nie panował. To nieco później jest dość istotne, bo pumeks znaleziono w warstwie stratygraficznej Totmesa III. Później się wyjaśni. Po wyspie zostało 200 metrowe tsunami i chmura pyłów i kamieni kupa. Było to niemałe zajście i w Egipcie odnotowano zabarwienie się wód Nilu na czerwono. Przywiało tam czerwony pył wulkaniczny, który był wyrzucony na wczesnym etapie erupcji wulkanu. Patrząc na skale zjawiska, olbrzymia część kraju odnotowała takie zabarwienia, musiało nieźle zawiać. Faraon nie pękał, "serce jego pozostało uparte", gdyż to samo potrafili uczynić jego czarownicy, czyli zamienić wody Nilu w "krew". Opadający popiół, pumeks i sadza zanieczyszczają wodę. To zmusiło między innymi żaby do opuszczenia swoich domostw i szukania szczęścia gdzie indziej. [...] Nil zaroi się od żab. Wejdą do pałacu twego, do sypialni twojej, do łoża twego, do domów sług twoich i ludu twego, jak również do twoich pieców i do dzież twoich. 29 Żaby wślizną się i do ciebie, i do twego ludu oraz do twoich sług. (Wj 7, 25-29) Przy okazji cały ten syf zmusił ptaki, na przykład ibisy - to takie ichniejsze bociany na żaby, i inne drobne drapieżniki, do przenosin na południe. Żaby uwolnione od swych naturalnych prześladowców z radości rozmnożyły się niemożebnie. "Serce faraona pozostało uparte" bo i tę sztukę posiedli jego czarownicy. I zrobili to samo, powiększając chaos, którego jednak zlikwidować już nie potrafili.

Skoczymy na małe co nie co?
The Plague of Frogs,
Sacra Biblia, nouo et vetere testamento constantia eximiis que sculpturis et imaginibus illustrata,
De Limprimerie de Gerard Jollain, 1670.

Żaby do wody wrócić muszą, a i są inni też mieszkańcy zbiorników wodnych. A tu woda zanieczyszczona, żyć się nie da. Gnijące ciała wodnych mieszkańców stały się wyśmienitą pożywką dla larw moskitów i komarów i nie tylko. A jeśli to było latem, przy leniwie rozlanym Nilu...Tylko pozazdrościć. Tu należy wspomnieć o tym "nieco później". Chodzi o to, że do powyższych zdarzeń, miało dojść za Amenhotepa II, który panował w latach 1425-1397 p.n.e., i był synem Totmesa III, co to panował między 1458-1425 p.n.e. Czyli wszystko rozmija się nieco o 100 lat. Ujdzie. Co prawda metodą C14 umiejscowiono erupcję w latach 1760-1540 p.n.e., z naciskiem na wcześniejszą, a dendro dołożyło od siebie rok 1627 (±1 rok) p.n.e. Ale co tam. Pomimo powyższych wyników egiptolodzy odmawiają dokonania zmian w chronologii starożytnego Egiptu. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie wplątania w tą historię Amenhotepa II. I tak by wychodziło, że Totmes III wygnał Mojżesza z Egiptu, a Amenhotep II miał problem z robactwem i z jakimś dziadostwem skórnym, które mu miał Mojżesz zafundować, jego mumia ma ślady czegoś takiego, a pierworodny zmarł mu na tajemniczą chorobę. I nie mieszajmy do tego Boga i Ramzesa, bo że ;) czasem opadają inne rzeczy na ziemię to wiadomo (tu). Co prawda z tą skórą to tak trochę nietęgo, bo podobne wyrzuty mieli ojciec Amenhotepa II ,Totmes III, jak i jego dziadek Totmes II. Cóż. Pewnie ich stosunki rodzinne rzuciłyby światła na tę sprawę, a tak wiadomo tylko, że ich mumie mają stupy, i nie wiadomo od czego.

O! I jeszcze dwie...
Aaron points his rod at the river and it begins to flow with frogs.

Po tym krótkim wyjaśnieniu, Egipt zaatakowały muchy tse-tse, bo też nie miał ich kto zeżreć. Naturalni wrogowie albo padli, albo czmychnęli. Zanieczyszczona woda popiołami z czasem stała się ciemna, kwaśna i pozbawiona wystarczającej ilości tlenu potrzebnego do życia. Wszystko co w niej żyło, zaczęło umierać i gnić. Kupa owadów i klops gotowy. Kto pił zanieczyszczoną wodę to padł. A najwięcej jej piło bydło. To i najwięcej go padło. Ci co mogli pili wino, i też padli. Przy wielkiej liczbie padliny i wysokiej temperaturze, oraz moskitów i innych padalców, o zarazę łatwo czy jakąś inną ospę albo wrzody, i długo czekać nie trzeba było. 200 kilometrów sześciennych skał latających w powietrzu, nie może przejść bez echa. Lżejsze pyłki zostaną w górnych warstwach zasłaniając słońce i powodując oziębienie. Cięższe polecą sobie hen, tworząc potężny prąd atmosferyczny. I to wszystko jako grzmot i grad może maluczkich w trwogę wprowadzić a nawet ubić. A jak już kłopoty to na całego. Opadające popioły, jak i te które zasłoniły światło mogły spowodować, i spowodowały, wielką migrację szarańczy, która przyleciała i zeżarła doszczętnie resztki ocalałej zieleni, nie oszczędzając klombów. Na domiar złego przez kilka dni się nikt ruszyć nie mógł, bo nic nie było widać, bo jak zagazowało i zapyliło się atmosferę to tak jest. Egipskie ciemności zapadły.

Zielone myszy...? Tato ostrzegał ale przed białymi. Miau...?!
Anonim, 1834.

Podobnie było przy erupcji Krakatau, kiedy słońce dawało nie wiele więcej światła jak księżyc w pełni. A tu pył i kurz. I była to większa skala erupcji. Skisła woda i powietrze, brak jedzenia, zaraza i pryszcze, panoszące się owady i ciemności w których można pomylić lekarstwo z czyś innym...W takich warunkach pierwsi odpadają najsłabsi. Pierworodny syn Amenhotepa II też nie podołał takim warunkom i zszedł. To wiadomo ze "Stelli Snu" Totmesa IV, którą archeolodzy odkryli między łapami Sfinksa. Następca Amenhotepa II nie był jego pierworodnym synem i otrzymał tron dzięki jakiej "nadnaturalnej" pomocy. Inskrypcja na niej wyryta opowiada o tym, jak będąc młodzieńcem książę polował na lwy, w zachodniej pustyni. Podczas postoju na skraju równiny w Gizie, się zdrzemnął i miał sen. Ukazał mu się Re-Harrakte (Sfinks lub Horus) i zaskoczył go proroctwem, że pewnego dnia stanie się królem Egiptu, ale wpierw musi usunąć piach przykrywający łapy Sfinksa. Taki archeolog, trochę. Widać cudy się działy, bo pierworodny wskakuje na tron z automatu, a tu chop i siedzi kuzynek. I pomyśleć tylko, że to wszystko przez żaby. Gdyby nie wylazły z wody...Mojżesza uznano by za niegroźnego głupka. A co z Amenhotepem II, który nigdy nie doznał porażki, nikomu nie uległ, był wzorem dla żołnierzy i ulubieńcem narodu? Silny i zręczny, kultywujący tradycje kulturowe i religijne. A Egipt rozkwitał wtedy. Ciekawe. A tak zginął w wodach Morza Czerwonego, ze złamanym kręgosłupem, mumia nam to mówi, i zaciśniętymi kurczowo dłońmi tak, że nie udało się balsamistom w nie włożyć insygniów władzy, i ze swoją amią. Twardziel do końca.

"Stella Snu" Totmesa IV, 1401 p.n.e.

sobota, 30 kwietnia 2016

Star's War: It's not easy being green.

Dawno, dawno temu, 
w odległej galaktyce...

A long time ago, in
a galaxy far, far away...


Star tears.
 (Michael C. Turner, spaceart)


Podczas gdy Kongres Republiki
obraduje w nieskończoność, Naczelny
Kanclerz potajemnie wysyła dwóch
Rycerzy Jedi, obrońców pokoju i
sprawiedliwości w celu
rozstrzygnięcia konfliktu.

While the Congress of the
Republic endlessly debates this
alarming chain of events , the
Supreme Chancellor has secretly
dispatched two Jedi Knights, the
guardians of peace and justice in
the galaxy, to settle the conflict...



Swinetrek. The Muppet Show.


Narrator: Dwóch zawsze ich jest. Nie mniej, nie więcej. Mistrz i uczeń.
Always two there are. No more, no less... Master and an apprentice.
(Star Wars - Episode II: Attack of the Clones)


It's not easy being green.
(art: navyrumors)

K: Niełatwe jest bycie zielonym.
It’s not easy being green.

Y: Potężny się stałeś, Kermit. Ciemną stronę w tobie wyczuwam.
Powerful you have become, Kermit. The Dark Side I sense in you.
(Star Wars - Episode II: Attack of the Clones)

K: Rozmiar nie ma znaczenia. Czy mnie oceniasz po rozmiarze?
Size matters not. Look at me. Judge me by my size do you?
(Star Wars: Episode V The Empire Strikes Back)

...


Kermit The GORF.
(art: Dave Pryor)

K: Świetlistymi istotami jesteśmy, nie tą surową materią.
Luminous beings are we, not this crude matter!
(Star Wars: Episode V The Empire Strikes Back)

Y: Mglista przyszłość jest tego chłopca.
Clouded this boy's future is.
(Star Wars - Episode I: The Phantom Menace)

K: Niełatwe jest bycie zielonym.
It’s not easy being green.
...





GORF - Galactic Orbiting Robot Force, 1981. :)))

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Walk on the Wild Side.

Wspaniały plakat.
Edward Dmytryk, Walk on the Wild Side, 1962.

Trwa Wielki Kryzys. Dove (Laurence Harvey) od trzech lat poszukuje swojej miłości. W sensie nie, że w ogóle, tylko mu zniknęła. I tak stopem pomyka z Teksasu. W drodze spotyka Kitty Twist (Jane Fonda), która też stopem przed siebie zmierza w poszukiwaniu szczęścia. Tak oto gołąb spotkał kociaka. I dalej mieli po drodze. Miłość gołębia ma na imię Hallie (Capucine), która chciała zrobić karierę jako rzeźbiarka. Tak znalazła się w Nowym Orleanie, pod skrzydłami Jo (Barbara Stanwyck), szefowej Doll House, ekskluzywnego burdelu w którym jest największą atrakcją. Można powiedzieć, że robi jako rzeźbiarka, nie dość, że ciastoli się z klientami, to jeszcze musi z szefową, która jest lesbijką, a w wolnych chwilach ciśnie w glinę. Ma też ekskluzywne koleżanki jak Teresina (Anne Baxter) i Panna Drogocenna (Joanna Moore). Całe to wygodne i nudne życie zostaje zakłócone pojawieniem się gołąbka w pokoju. To pociąga za sobą cały szereg zdarzeń, które mają wpływ na wiele osób, między innymi na kociaka z Teksasu, który dołączy do ekskluzywnego towarzystwa. Film można obejrzeć, ale bez ciśnienia, tak jak był bez większego zaangażowania zrobiony. Mało Fondy, ale to chyba jej drugi film. Trochę sztywny, słabo zagrany, o dziwo przez samą Stanwck, ale to może dlatego, że grała lesbijkę, a to była pierwsza taka rola w Hollybudzie w pełnym metrażu i tak otarcie. Mogła się trochę pospinać. Chłodno przyjęty film, choć Stanwyck uważała, że był cholernie dobry.

I run the candy concession.
- Kitty Twist.

Ale...Najlepsza w tym wszystkim jest niesamowita czołówka Saula Bassa. W kontekście filmu jest to zrównanie kota, czarnego kota, z drapieżną i niebezpieczną naturą kobiety, odwołując się do pierwotnej seksualności i fetyszyzmu, coś jak przedmiot materialny, który zawiera w sobie magiczną moc (pieniądz?), albo zbieractwo, które jest nam nieobce, i co w tym złego, że ktoś trzyma w pudełku ukochane futerko lub uszko. Brzdąka gitara, pałeczki uderzają w krawędź talerza, mając nieco ostudzić następny duszny i gorący dźwięk. Nagle rozbrzmiewają rogi, prowokacyjnie i zmysłowo, w tle słychać dynamiczny i uwodzicielski rytm perkusji. Ukazuje się kot. Kamera pracuje nisko, podąża nad kotem, poruszającym się leniwie i hipnotycznie, jak kobieta która wie, że jest obserwowana. Napisy lecą cały czas, kamera przechodzi na widok z boku, a kot przekrada się przez mroczne zakamarki "miasta", swojego terytorium, gdzie spotyka innego kota i musi , żeby przeżyć, wygrać na nim swoje staccato. A to wszystko przy dźwiękach piekielnie seksownego bluesa Elmera Bernsteina. A dalej...Dalej jak w życiu. Trzeba samemu obejrzeć. Technicznie też majstersztyk. Montaż, scenografia, choreografia, oświetlenie, kamera. Tak naturalnie skręcony kot, sprawiający wrażenie jakby był wszędzie, który nie stracił nic ze swojej gracji przy "zwiększeniu", i w tym swoim powolnym ruchu. I te łapki...

Reż. czołówki Saul Bass, muzyka Elmer Bernstein,
Walk on the Wild Side, 1962.

“One day of prayer and six nights of fun
– the odds against going to Heaven?
Six to one!”
(Frag. piosenki zamykającej.)

Szesnastoletni Spielberg zafascynowany tą czołówką, próbował naśladować Bassa. Ale nie miał kota, to próbował z własnym spanielem, Thunderem, chodzić przy murze, ale ten ciągle wpadał na ścianę. Na koniec potknął się i zderzył ze scenarzystą, któremu nogi wyjechały spod tyłka. To był koniec Spielberga.


PS A Saul Bass, to postać na inną opowieść.
PPS Walk on the Wild Side. Po prostu nie pasuje mi tu inny tytuł.