Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

Diamenty nocy.

Na ulicy.

Pokochał Paryż, i kiedy już mógł, wcześniej miał zakaz jako były żołnierz CK, to się przeniósł. Robił różne rzeczy rzeźba, rysunek, malarstwo, w końcu wziął się za fotografię. Przełom lat 20 i 30. Zwykle o zmroku wychodził na łowy, z nieodłącznym aparatem. Włóczył się nocą bulwarami i ciemnymi uliczkami, odwiedzał podejrzane lokale Montmartre'u, Belleville'u, Ménilmontantu. Fotografował. Z humorem i czułością potrafił przedstawić surowe prostytutki, w sensie świeże chyba, prostaków, namiętnie całujących się zakochanych pod latarnią, typków spod ciemnej gwiazdy. Zakradał się za kulisy Folies Bergeres, żeby pokazać nagą prawdę, o ciężkiej pracy zatrudnionych tam dziewcząt. Odwiedzał spelunki i kafejki, gdzie przy dźwiękach bal-musette, wygrywanych na akordeonie, bawiło się pospólstwo i półświatek, a młode dziewczyny śniły o sławie, kończąc na ulicy.

Kobieta z kotem, w palarni opium, Paris, 1931.

W swoich wędrówkach nie gardził towarzystwem kloszarda, pana nadsekwańskich bulwarów, czyścicieli wybierających szamba, drażniących śpiących paryżan odgłosami pracy, czy towarzystwem nieznanej osoby, przy stoliku, w knajpce. Fotografował ludzi w ich naturalnym otoczeniu, w kawiarni, ciemnym zaułku albo w parku czy na ulicy, skąpanych w świetle latarni, zatopionych w deszczu, albo okrytych mgłą. Koty są częścią tego przedstawia, ukazane jako tajemnicze zwierzęta nocne symbolizujące, kobiecość, pożądanie, macierzyństwo. Zaprzyjaźnił się z innymi nocnymi markami jak Pablo Picasso, Henry Miller, André Breton i Salvador Dali,  Henri Matisse czy Alberto Giacometti. Surrealistyczne echa tych znajomości są widoczne, w serii zdjęć prymitywnego i tajemniczego paryskiego graffiti, wydrapywanego na murach kamienic, jak i w innych późniejszych jego pracach. Utrwalał nocne życie na gorąco. Świat skazany na zagładę. Odchodzącą powoli belle epoque, luksusowych maisons d'illusion, kabaretów, małych spelunek, jarmarków, i innych kulturalnych występków.

Ach...!
Le chat, Paris de Jour, 1945.

Był fotografem "dreptaczem", pejzażystą miejskim, ale popełniał też poetyckie portrety swojej artystycznej świty. Jego zdjęcia są enigmatyczne, pełne surrealistycznej zadumy, posiadające coś z nocnej atmosfery. W czasie jednej z takich wędrówek, spotkał najsławniejszą damę do towarzystwa, Môme Bijoux. Brassaï był tak zafascynowany Diamentową Damą, Dama z klejnotami mi nie pasuje, choć zapewne jest poprawniejsza politycznie, że zapytał się, czy może zrobić jej zdjęcie, i poprosił, by wydobyła z siebie cały swój blask, i całą swoją biżuterię. Jak widać udało mu się, a biżuterii było niemało. Była dobrze znana barmanowi i stałym bywalcom, którzy już nie zwracali na nią uwagi, a chętni do wysłuchania jej opowieści, musieli zaoferować szamkę i kielicha. A miała wiele do opowiedzenia. Z tych opowieści ciężko było wywnioskować, co właściwie robiła w sowim życiu.  Mogła być prostytutką, albo wielką damą. Nie dowiedział się tego. Naiwnym mogła coś wyczytać z dłoni, też za fanty lub parę drobnych.

Skarbeńku...
Le Môme Bijoux, w kabarecie na Montmartre, 
"Bar de la lune", znany również jako "Leahanne", 1932.


Madame Bijou.

Siedzę w pustym barze na rogu mej ulicy,
W pół drogi między jawą i snem,
Ten barman do mej szklanki leje złotą whisky,
Ciepło tak uśmiecha się.
Bezpiecznie otulona dymem z papierosa
Z kolejnym się rozstaje dniem.
Przede mną znów noc tak długa i samotna,
Usłana gdzieś na szklanki dnie.

Lecz jest jeszcze coś, co się we mnie tli,
Co sprawia, że wciąż tę wiarę mam,
Że w czyichś ramionach znów rozpalę swoje dni,
Gdy nadejdzie czas...

Z wolna się zapełnia bar, zegar bije północ,
A ja coraz głębiej zatopiona w swoich myślach tkwię,
O ludziach, których znałam i których kiedyś spotkam
W pół drogi między jawą i snem.
[...]
E. Bartosiewicz, 2013.
Wykonanie kiepskie, to nie daję.

Za to ona się dowiedziała, że umieścił jej zdjęcie, w swojej książce, i napisał o niej. Bo on też dużo pisał, głównie o paryskiej bohemie, a książi opatrywał własnymi zdjęciami. Czuła się upokorzona i była obrażona. Kilkadziesiąt lat później, podczas wystawy swoich zdjęć, w 1963 roku, do zdjęcia Môme Bijoux podszedł starszy pan, przedstawił się jako Monsier Dumont-Charteret, i powiedział, że był kochankiem damy ze zdjęcia. Brassaï chciał się wszystkiego dowiedzieć, o Diamentowej Damie, ale na spokojnie, nie na wystawie. Umówili się na spotkanie. Kiedy przybył do willi Dumonta, okazało się, że jest za późno. Monsier Dumont-Charteret umarł tego samego ranka.

Może głowa rozboleć.
1938.


Brassaï, właściwie Gyula Halász (1899-1984), urodzony w Brasso, Transylwania.

Brassaï, 1973, Ansel Adams.




Paris, 1932.

L'Arc-en-Ciel, Folies-Bergères, Paris, 1932.

 La prostituée, rue de Lappe, Paris, 1932

La bande du Grand Albert, Paris, 1931-1932.

 Like a snake, Paris, 1932-1933. 



Graffiti.






Fragment serii Transmutations, 1934-35 wykonanie, publikacja 1967.

Transmutations. I: femme-fruit (Transmutations. I: Woman-Fruit).

Transmutations. III: odalisque (Transmutations. III: Odalisque).

Transmutations. X: offrande (Transmutations. X: Offering).



Babeczki ;)

Nude, 1920.

Nude, 1934.

Nude, 1948.

Nude, 1949.


To tylko ułamek jego działalności. Więcej trzeba sobie samemu zorganizować. A warto.



PS  Historia Mome Bijoux i zdjęcia Brassaïa, ma też swój epizod w "Titanicu", gdy Jack Dawson pokazuje Rose, szkic pewnej damy, i mówi, że spotkał ją w Paryżu, w knajpce do której przychodziła codziennie, przyozdobiona wszystkimi swoimi klejnotami, i czekała, na dawno utraconą miłość. Nazywali ją Madame Biju. A później dodał, że mole zeżarły jej ciuchy, czy soś w tym stylu.


sobota, 26 grudnia 2015

Jak O.G.R. korzystał z kota i prostytutek.

Historia zaczyna się na początku XIX wieku, w Szwecji. Tam urodził się on, w 1813, choć to nie jest takie pewne, za sprawką pewnego oficera, a to już bardziej. Później wyjechał, Hiszpania i Włochy. Studiował malarstwo i litografię w Rzymie, zarabiał kopiując obrazy renesansowe. W latach '40 osiedlił się w Anglii, w Wolverhampton, gdzie otworzył pracownię malarską. Malarz był z niego miniaturzysta i portrecista.

O.G.R. przedstawia O.G.R-a
(Fot. Oscar Gustave Rejlander)

Około roku 1850 zainteresował się fotografią, a pięć lat później tak się wciągnął w kolodion, że pracownię malarską zamienił na fotograficzną. Do tego zachwycały go możliwości uchwycenia detali. Jednak płyny i szkiełko mają coś w sobie. W fotografii wykorzystywał swoje doświadczenie od pędzla, posługiwał się estetyką i regułami jak w malarstwie. I ten odcisk renesansowych mistrzów, których poznał na studiach. To mu zjednywało krytyków. Znany ze zdjęć rodzajowych i portretów. Jeden z portretów Charlesa Lutwidgea Dodgsona, właśnie on zrobił. Swoją drogą był to jego przyjaciel i się wymieniali co lepszymi fotkami. Tamten też był fotografem, nie tylko ojcem Kota z Cheshire.

 Ojciec Kota z Cheshire, 1863.

Kobieta czytająca list, c. 1860.

Nie poprzestawał tylko na robieniu zdjęć. Eksperymentował z technikami i zaczął się bawić w nakładanie negatywów. Na pewno był jednym z pierwszych użytkowników techniki fotomontażu, jeśli nie wynalazcą. Mimo sukcesów, fakt ten nie spotkał się ze zrozumieniem kolegów po fachu. Najbardziej znana praca, która wywołała zgorszenie, nie tylko fachowców od szkła ale i pruderyjnej wiktoriańskie publiki, to Dwie drogi życia, pokazane w 1857. Dech w piersi szczegóły piersi i nie tylko zapierały, i nie pozawalały się matrony przypatrywać. Jest to alegoryczna praca,  na której starzec, ojciec, ponoć mędrzec, ale kto go tam wie, że ma brodę nic to, może to Mikołaj i jednemu dał prezenty a drugiemu rózgi, przedstawia dwu młodzieńcom, dwie drogi wejścia w życie. Jedną i drugą, dla mnie obie dobre.

Jedna droga, dwa życia...

Po lewo mamy kobiety jak je Bóg stworzył, wino, śpiew i gry; po prawo, kobiety jak je mężczyzna ubrał, rodzina, praca, cnota i wiara w to wszystko. Mordy wszystkim zamknęła królowa Wiktoria, która pod wrażeniem moralnego przekazu, zamówiła kopię dla księcia małżonka, Alberta. W sumie to mieli 9 dzieci, ale surowo i uczciwie zrobionych, i tylko najstarszy syn "Bertie", przyprawiał ojca alkoholem i rozpustą o bóle głowy. Fotografia to montaż z 32 negatywów. To ściągnęło na niego gniew i oburzenie środowiska fotograficznego, głównie członków z Królewskiego Towarzystwa Fotograficznego w Londynie, ale go przyjęli. Doprowadził też do rozłamu Edynburskiego Towarzystwa Fotograficznego. I tak jedni pokazywali całość pracy, drudzy tylko jej część, tą prawą stronę. To był jego pierwszy akt publiczny, i chyba w ogóle w Anglii, ale nie w dorobku. 

First I Lost My Pen And Now I’ve Lost My Spectacles.

The Madonna and Child with St. John the Baptist,
c.1860

Do portretów, scenek rodzajowych należy dorzucić akty i zdjęcia erotyczne, także w duchu paraboli. Bo też się był tym procederem parał. Jako modelki wykorzystywać miał dziewczyny spotkane na ulicy, lub te występujące w cyrku, jak i prostytutki, w tym niektóre dość nieletnie. Były to kobiety ciężko pracujące, artystki życia, znające się na swoim fachu. Co moim zdaniem widać na zdjęciach,  mimo że są one inscenizowane, to nie rażą jakąś nachalnością czy sztucznością. Wręcz przeciwnie, widoczna i odczuwalna jest pochwała piękna i naturalnej skromności. W tym przypadku muszę zgodzić się z Indianami, co to nie pozwalali się fotografować, że zdjęcie zabierze im duszę podobno. Tak. Coś w tych zdjęciach jest. Jak w żyłach ogień, po dobrej łiski. 

Po paraboli i dosłownie.

Nawet małego grzmotu? Nic...?

Z czasem, sprzętem, pewnie bez większości modelek, Rejlander przeniósł pracownię do Malden Road, Londyn. Tu otworzył studio fotograficzne, gdzie robił zdjęcia ;), i prowadził dalej doświadczenia z technikami fotograficznymi. Pracował wciąż nad fotomontażem, dodatkowo zajmował się retuszem czy wielokrotną ekspozycją. Doszedł do niejakiej wprawy w tych dziedzinach, bo już jako ekspert zaczął dawać wykłady, oraz sporo publikować.

Tyle wstydu...
 c. 1857.

The Goddess Nicotina, c. 1860.

W Londynie znalazł też nowy temat do fotografowania. Były to ulice Londynu, a dokładniej to co na nich się znajdowało, biedne i bezdomne dzieci.  Wynik swoich obserwacji przenosił do studia, to nie był street, z czego powstały zdjęcia jako protest społeczny, z których najbardziej znane są Biedny Joe i Bezdomny.


Wyrzut społeczny.
c. 1857

It Won't Rain To-day, 1865.

W celu ułatwienia sobie pracy, i nie tylko sobie, miał specjalnie dostosowane do tego studio. Było to dość długie pomieszczenie zwężające się na jednym końcu. Aparat i fotograf znajdowali się w części zacienionej, żeby jak najmniej absorbować uwagę modelek i modeli. Do tego dochodziły przeszklone ściany przepuszczające dużo rozproszonego światła. Mając to wszystko można robić zdjęcia, tylko jeszcze należy sprawdzić szparkę. Jak wąska to dobrze, jak szeroka to wiadomo. Tą szparką była kocia źrenica, a po jej szerokości dokonywał pomiaru światła, i jeśli była bardzo rozszerzona, to miał wychodzić na spacer rezygnując z sesji.  Nic nie wiadomo na temat samych pomiarów, i czy było to światło odbite czy padające. I w sumie to on miał psa, gdzieś widziałem zdjęcie. To co z kotem? Tak na dziko je brał, czy był zaliczony do wyposażenia studia?

Nas? Bohaterów? Prądem?!
The Expressions of the Emotions in Man and Animals,
Charles Darwin, London, 1872.

Bardzo dobrze. Dostał pan rolę...
The Expressions of the Emotions in Man and Animals,
Charles Darwin, London, 1872. 

Wykonał serię 28 zdjęć do rozprawy Charlesa Darwina, O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt. Do wielu pozował sam, lub wykorzystywał w tym celu swoją żonę Mary Bull, która miała duże doświadczenie w modelingu jeszcze z Wolverhampton. Od czternastego roku życia pozowała Rejlanderowi, a pobrali się w 1862 roku, przy rozbiegu pomiędzy nimi coś ok. 20 lat. Po współpracy z Darwinem zachorował i zmarł w 1875. Wdowa została bez grosza przy duszy i z długami. Trudno w to uwierzyć, ale koszty pogrzebu pokryli Szkoci,  Edynburskie Towarzystwo Fotograficzne.

Głowa Jana Chrzciciela w naczyniu, 1855.

Głowa jest fragmentem niedokończonej pracy. W tym samym czasie powstało studium głowy Salome. Szkoda, że nie powstała całość. Zdjęcie to kupiła królowa Wiktoria. Nie dziwi, że królowa sobie zażyczyła głowy na talerzu, tudzież w garnku.

Ciężkie czasy.
c. 1860
Tytuł może być nawiązaniem do powieści Charlsa Dickensa, Ciężkie czasy, z 1854 roku. Lansowana przez Dickensa w książce teoria, że ludzi tworzy życie, tu kapitalizm, pasuje. Ludzie-automaty, ludzie-drewna, ludzie-żmije. Zmartwiony stolarz lub szewc, który jest bezrobotny lub właśnie się nim stał, na  łóżku śpiąca żona z dzieckiem. Drug scena gdzie mężczyzna trzyma rękę na głowie kobiety, może w geście błogosławieństwa, albo sobie przytrzymuje, żeby młotkiem trafić, u stóp klęczące i modlące się dziecko. Tylko o co? Ciężkie czasy. Może być to pierwsza podwójna ekspozycja. Trochę w stylistyce radzieckiej Avant-gardy i dobrych surrealistów.
Żeby nie zamulić, na koniec bardzo przyjemny sen.

Ach śpij, kochanie.
Jeśli gwiazdkę z nieba chcesz - dostaniesz.
Czego pragniesz, daj mi znać.
Ja Ci wszystko mogę dać.
Więc dlaczego nie chcesz spać?
The Dream, c.1860

Nie był pozbawiony poczucia humoru. Spotkać w wojsku kogoś kto ma głowę na karku...? Może być z tym problem.





"The Expressions of the Emotions in Man and Animals", Charles Darwin, London, 1872.
Zbiór paru prac: The J. Paul Getty Museum.

środa, 25 listopada 2015

Zoo praktyki.

Eadweard "Helios" Muybridge.

Historia przypadku, w której wypadek okazał się być znamienny dla poszkodowanego i całego świata. Edward James Muggeridge urodził się w Londynie, w 1830 roku. Po ukończeniu szkoły podjął pracę, która to wysłała go, jako agenta od sprzedaży książek, do USA. Na miejscu pracował także dla amerykańskiego wydawnictwa, co zmuszało go do częstych wycieczek. W połowie lat pięćdziesiątych otworzył własną księgarnię w San Francisco. W 1860 miał wracać do NY i Londynu,  ponoć coś nie tak z interesem. Nadszedł dzień 2 lipca. W drogę. Jedziemy na wycieczkę bierzemy kota w teczkę.

Stagecoach, John Ford, 1939 (gifdaygif).

"Aby się tam dostać, należy dojechać powozem do oberży we wsi u podnóża góry, gdzie czekają tragarze z lektykami. Byłyśmy cztery kobiety, wzięłyśmy więc tragarzy, mężczyźni zaś poszli z przewodnikiem pieszo. Olbrzymie skały, porośnięte drzewami, których korzenie czepiają się niepożytych masywów lub wiją się wśród szczelin i mchu pokrywającego głazy, sprawiały wrażenie dziwaczne i zdumiewające zarazem. Na każdym zakręcie otwierały się wspaniałe widoki.[...] Lud tutaj dobry, a uprzejmość zdaje się być jego cechą wrodzoną.[...]" [Dyliżansem przez Śląsk : dziennik podróży do Cieplic w roku 1816. Izabela Czartoryska, 2006, tłum. Jadwiga Bujańska]

Contemplation Rock, Glacier Point. Yosemite Park.

Nie wiadomo jak wyglądała droga powrotna Edwarda. Jedno jest pewne. Jazda była ostra. W wyniku tej drogi doznał poważnych uszkodzeń ciała, głównie głowy. Stracił na kilka miesięcy smak, słuch i węch. Po dotarciu do Londynu trafił pod skrzydła nadwornego lekarza samej królowej Wiktorii. Pod tymi skrzydłami trwał około roku, do pełnego powrotu do zdrowia. Też nie wiadomo czy mu się to udało, ponoć doznał trwałych zmian osobowości, w wyniku uszkodzeń mózgu, albo od tych skrzydeł. Ten wątek chyba nie był badany jak i to, ża zaczęło się od konia. Zniknął na parę lat. A jak się odnalazł, w 1867, to już był się zajmował fotografią, znowu w San Francisco, gdzie rok później otworzył nawet studio fotograficzne. W tym czasie głównie zajmował się fotografią krajobrazową. Zachodnie wybrzeże USA, Kalifornia, Alaska, dolina Yosemite, Vancouver, Frisco, koleje, latarnie morskie i gejzery. A później, jakoś w latach '70, Edward James, zniknął na zawsze. Eadweard tłumaczył to powrotem do historycznej ortografii, nazwisko już wcześniej zapisywał w formie Muybridge.

Dolina Yosemite, Wild Cat Fall, 1872.

Gdy on się zajmował krajobrazem i architekturą a po drodze wojną Modoków, jego 21-letnia żona Flora Stone, zajmowała się kochankiem, majorem Larkynsem. Jak się  o tym dowiedział to sprawę rozwiązał. Na tyle skuteczne to rozwiązanie było, że urodził mu się syn, Flored. Podejrzeń nabrał dopiero gdy znalazł fotografię syna z dopiskiem "Mały Harry", tylko że to był dopisek majora. Tym razem reakcja była zdecydowana. Poszedł do majora, a gdy ten otworzył drzwi miał rzec: "Dobry wieczór, majorze. Oto moja odpowiedź na wiadomość, którą wysłałeś mojej żonie" i strzelił mu w serce. Major padł trupem. Muybridge posiedział trochę w areszcie, ale sąd go uniewinnił, bo jak stwierdził, działał w obronie rodziny i w zasadzie to sprawa honorowa. O to, to. Dziś pewnie poszedłby siedzieć, za zabójstwo ojca dziecka...I prawie głowy rodziny.

Dolina Yosemite z Rocky Ford, 1872.

Też mu się trafiła wyjątkowa wojna. Ta Modoków. Padł w niej generał Edward Canby, który był jedynym generałem poległym w wojnach z Indianami.
 
Modok na pozycji.

Po zwolnieniu z aresztu wyskoczył sobie na trochę do Ameryki Południowej, porobić krajobrazy Gwatemali i Panamy. Jeszcze zdążył wsadzić syna do sierocińca przed wyjazdem. Bo to majora. Ta miłosna przygoda stała się tematem dla libretta opery „Fotograf” z 1982, Philipa Glassa, której słowa pochodzą z akt procesu i jego listów do wiarołomnej żony. Po powrocie do San Francisco zajął się porzuconym wcześniej projektem, studium ruchu. Od początku lat '70 XIX wieku pracował nad fotografowaniem obiektów w ruchomych. Było to nie lada wyzwanie w tym okresie, uwzględniając możliwości techniczne posiadanego sprzętu, a tak po prawdzie to ich brak. Podjął się realizacji zlecenia Lelanda Stanforda. Ten sam Stanford, od późniejszego uniwersytetu. Chodziło o zrobienie serii zdjęć i sprawdzenie czy koń w galopie odrywa wszystkie cztery kopyta od ziemi i w jakiej kolejności. Według legendy miał to być efekt zakładu Stanforda na 25 kilko dolków. Z tych prób nie zachował się żaden materiał. 

Most, Porto Bello, Panama, 1875.
 Department of Special Collections, UCLA
.


Ruiny kościoła, Antigua, Guatemala, 1875.
  Collection Centre Canadien d’Architecture, Montreal.

Po powrocie z krajobrazów południowoamerykańskich w 1877, wziął się ponownie za zlecenie którego nie zrealizował poprzednio. Podkręcił chemię, żeby skrócić czasy naświetlania, wysypał tor wapnem i zamontował białe ekrany. Wzdłuż toru ustawił aparaty fotograficzne w których zamontowano nowy typ migawki, pozwalający uzyskać czas naświetlania 1/1000s., było ich dwanaście, a w jego poprzek rozciągnął linki które uruchamiały je kolejno. Kopytami w sensie.

Tor fotograficzny.

Tym razem się udało. Zdjęcia wywołały sensację, co znowu doprowadziło do sporów przy podziale łupu. Muybridge i Stanford zerwali współpracę. Eadweard kontynuował dalej swoją pracę fotografując różne obiekty na przykład kota, kamela, słonia, bizona, jak i inne zwierzęta świnie, ludzi, i wiele innych domowych. Kobiety też. A tych modelów to miał wypożyczonych z filadelfijskiego zoo. Wykorzystywał dwadzieścia cztery aparaty, ustawione co 15 centymetrów, a kilka dodatkowych rejestrowało tę samą akcję z przodu, z tyłu i w zbliżeniu.


Kot, a koń jest w sieci.

Frogman.

W roku 1882 Stanford wydał książkę, The Horse in Motion as Shown by Instantaneous Photography with a Study on Animal Mechanicsz litografiami wykonanymi za zdjęć Muybridge'a, opatrzonymi dodatkowo komentarzem lekarza. O autorze zdjęć było niewiele. Nie trudno się domyślić co się stało.  Muybridge wytoczył Stanfordowi proces, ale...Przegrał. Sąd uznał, że nie może sobie przypisać autorstwa zdjęć, bo nie zrobiłby ich bez mechanizmu, który zaprojektował Stanford. No to ładnie. Jest precedens. Ciekawe czy wygram sprawę z producentami prezerwatyw? Bo przecież gdyby nie ich wynalazek, to bym nie miał dzieci.

Mój ulubiony.

Po tym wyjechał do Europy, gdzie prezentował swoje osiągnięcia. Po powrocie do USA odbył serię wykładów, demonstrując efekty swojej pracy na zoopraksiskopie, projektorze dyskowym umożliwiającym uzyskanie efektu ruchu, który sam skonstruował. To taki udoskonalony fenakistiskop, gdzie na tarczy umieszczało się rysunki postaci w kolejnych fazach ruchu. Chciał się dogadać z Edisonem, żeby połączyć zoo z fonografem, ale pomysł padł. Skończył na Uniwersytecie Pensylwanii, który dał mu sprzęt i miejsce do pracy.  Wykonał około 100 tysięcy zdjęć, z czego Uniwersytet Pensylwanii wybrał i wydał 781 plansz w studium "Animal Locomotion".
Jego fotografie zatrzymujące w kolejnych fazach ruchu, inspirowały nie tylko naukowców i badaczy anatomii, ale również malarzy  jak Marcela Duchampa i Francisa Bacona. Bekon też sfotografował.


Osiołek z 1893.

Osiołek na talerzu.

Zoopraksiskop, Kingston Museum.


Animal locomotion. Nie ma tu wszystkiego, ale jak napisali, mają do końca roku podołać.