Stary staw i żaba. Jest po angielsku, bo nie znam przekładu polskiego, który by mnie zadowalał. Te które znalazłem są takie sobie, moim skromnym zdaniem. Angielskich tłumaczeń też jest sporo, i też mi średnio podchodzą.
Tego nie trzeba tłumaczyć. Po prostu wiadomo o co chodzi i tak jest dobrze. "Furuike ya / kawazu tobikomu / mizu no oto", tak wygląda zapis łaciński z tego: ふるいけやかわずとびこむみずのおと. W dosłownym tłumaczeniu będzie to tak: Fu-ru (stary) i-ke (staw) ya (partykuła o charakterze wykrzyknika), ka-wa-zu (żaba) to-bi-ko-mu (wskoczyć / wskoczyła) mi-zu (woda) no (mi-zu no, forma dopełniacza - wody) o-to (dzwięk, odgłos).
Woman at the Bath,
Kiyonaga (1752-1815).
Tu staw wiekowy
skacze żaba – i oto
woda zagrała
(Agnieszka Żuławska-Umeda)
Co autor miał na myśli? Podręcznikowe japońskie wytłumaczenie jest następujące. Do starego, zzieleniałego stawu, o nieruchomej wodzie, wskoczyła nagle żaba. To przerwało panującą ciszę. Jednakże staw wchłonął odgłos i znów zapanowała cisza i bezruch. Tak. To bardzo proste. Ja wolę moją metodę. Bez słów, na wyczucie. To jedno z moich ulubionych haiku.
[...] A kiedy ćmy wieczorem o szyby łopocą, A serce pierś rozrywa niespokojnym biciem - Czy wiesz, co mały świerszczyk gra w kominie nocą? Czy wiesz, że to bez ciebie życie nie jest życiem?
Słowa: Bronisława Ostrowska Muzyka: Andrzej Zarycki
Danse macabre, The Dance of Death, Der Totentanz albo Pan kleks w gaciach. Nie mylić z Panem Draską. Takie balety raczej nikomu na dobre nie wyszły. O ile poganie łączyli go z obrządkiem pogrzebowym, ale też z kultem płodności i odrodzenia, o tyle w średniowieczu kościół zaczął go zwalczać. W późnym zaś, stał się bardzo popularną alegorią, na marność życia doczesnego, jego uciech, i samego przemijania.
Ogólna radość, Heinrich Knoblochzer, Heidelberger Totentanz, 1488.
Wygląda to mniej więcej tak. Zanim Taniec śmierci stał się bohaterem sztuk innych, zaczynał jako widowisko kościelne lub cmentarne, które było poprzedzane kazaniem, refleksje o życiu i śmierci, na koniec kazano cnotliwie żyć i pokutować. Ludzie śmiercie zapraszali innych do tańca, tamci się wymawiali ale koniec końców dołączali.
Śmierć i mieszczanin, Heinrich Knoblochzer, Heidelberger Totentanz, 1488.
W sztukach innych występuje śmierć jako, szkielet z kosą, ale nie nożem, lub trup w roli rozkładającego się ciała, ewentualnie mumia, ale nie taka egipska w zawiniątku tylko coś jak takie rybki suche i słone co się wciąga szeleszcząc, pod wódeczkę lub piwo w Rosji, porywa do tańca swego wybranka lub wybrankę. Wcześniej leciało całe towarzystwo w kółeczko lub korowodem, później podzieliło się na podwójne lub pojedyncze pary.
Śmierć i dziewica, Heinrich Knoblochzer, Heidelberger Totentanz, 1488.
Stan, płeć, majątek czy wykształcenie nie miało tu znaczenia, wszak wszyscy w tej chwili równali się ze sobą. Coś jak król złamany bez rajstop i chłop bez portek za oborą, obaj wyglądają tak samo mało korzystnie. A ta śmierć to też tak się nie pęta, bo czasem sobie podjedzie na wozie, albo na oklep, na krowie.
Śmierć i kupiec, Heinrich Knoblochzer, Heidelberger Totentanz, 1488.
A jak kosę ostrzy to z łukiem i strzałami gania. Tej nie widziałem, za to widziałem ze strzałą, taką dwuręczną z grubym trzonkiem, około 1,5 m długości, albo z kopią. Duńczycy poszli po bandzie i dali Śmierci miecz do łapy i lwa między nogi. Także nie wiem. Co kraj to obyczaj. Śmierć, jak to widać u Knoblochzera, nie jest jeszcze Śmiercią, raczej dość nieokreślonym zmarłym, z mięsem, mięśniami i różnymi fantami. Bardziej zombie. Wielki Tancerz, przybiera postać szkieletu coś ok 1500 roku, patrz Holbein.
Śmiercie i rycerze, Brickmann, 1555, Holbein 1526.
Trochę faktów ;). Z XIII wieku zaś pochodzi przypowieść o trzech młodych szlachcicach co to spotykają trzech trupów. I tamci zaczynają wspominać dni swojej chwały, w cieniu nieuchronnej śmierci. W Pizie są figury przedstawiające motyw tej historii. Były jeszcze rzeźby na portalu kościoła Niewiniątek w Paryżu, gdzie książę Berry kazał w roku 1408 wyrzeźbić podobną scenę. Malowidła w krużgankach otaczających cmentarz przy tym samym kościele, datowane na 1424, były najbardziej znanym przedstawieniem w średniowieczu. Niestety w 1669 się zwaliły i klops. Może nie taki wielki jak go malują, bo G. Marchant w 1485, wykonał 24 drzeworyty na ich podstawie. Jeśli był dobry, to wiemy jak tam było. Wątpię w to jednak, bo nie ma tej oprawy i nie ten format i same stroje sugerują, że nie była to wierna kopia.
Śmierć i wszyscy, Heinrich Knoblochzer, Heidelberger Totentanz, 1488.
W roku 1449 książę Burgundzki kazał wystawić Taniec Śmierci w swym pałacu w Brugge. Taka zabawa. To by sugerowało, że widowisko było wcześniejsze niż obraz. Ale nie jest to pewne. Taniec śmierci i Alfabet śmierci H. Holbeina młodszego, z lat 1523–1526. Z niego wszyscy kopiowali, dlatego jest znany. A ja nie jestem znany i nie kopiowałem z niego. Bo on nie ma żaby. Knoblochzer natomiast ma.
Dalszy ciąg uciech niecielesnych, Heinrich Knoblochzer, Heidelberger Totentanz, 1488.
(...)
Bajadero bez nosa, bez ciała drobinki,
Powiedz owym tancerzom, którzy kręcą nosem:
"Dumni pięknisie, mimo piżmo, róż i szminki
Czuć was wszystkich trupem! Bo śmierć waszym losem;
Idea tańca śmierci znalazła swój wyraz nie tylko w literaturze, Baudelaire czy poemat Goethego, który jest zanimowany przez Lego. O Bergmanie nie wspominam. U nas wszyscy byli się zapoznani z "Rozmową mistrza Polikarpa...", gdzie Śmierci nos odpadł i w zasadzie lubiła swoją robotę. U Berenta też się pojawia w "Kamieniach żywych". Przy czym ciekawie łączy bachanalia poprzez skoczki-tancerki ze śmiercią, którą nazywa skoczką kościaną. Akcja ze zbliżeniem albo winem i kielichem co pęka w rękach płatnerza, a w ręku Śmierci zamienia się w klepsydrę.
Lego, Der Totentanz, J.W. Goethe, 1813
Dobra, chyba wstałem z krzesła. Teraz myślę nogi nie złam.
Po przyjęciu prawie litra w końcu wydaje się niezła.
Ja i ona jeden taniec, jak już poci się orkiestra
Gdy partnerka wychudzona, ma niedowład, ja mam bezwład.
Breslau tu mnie zesłał w celu rozsupłania węzła
Żegnając się przesłał oko, na zbytnio jej nie zniesław.
Ręce trzymaj bliżej bioder, bo ukręcisz stryczek sobie.
Jak wpadasz to na amen, nie w jej stylu wpaść przelotem.
Być przekotem Ci się marzy? Namiętnie liż jej brodę!
Przy zbliżeniu możesz poczuć, że partnerka bije grobem
Ponoć miewa mokre stopy, zazwyczaj gdy pije wodę
Może przeszkadzać wam kosa, lubi tańczyć z bibelotem
Zgraj się w ruchach nie patrz, słuchaj! Nie bądź samcem, choć posłucha!
Na dystans trzymaj francę, uśmiech od ucha do ucha
Nie zachowuj się jak harcerz, taniec tańcem gołąb grucha,
Żeby zardzewiałe palce nie zostały Ci na gałce, to kostucha!
Ale dziś niczego sobie.
W prawo krok za lewo krokiem z pokiereszowanym bokiem
Nie pytaj co robi ona! Nie jestem kurwa prorokiem
Jakby była opalona, byłaby królewną w trumnie
Cały parkiet tylko dla nas i tańczymy sobie wspólnie
Hulio z Julią, gdzie ona robi za Julię. Jestem Huliem
Muszę puścić kurwa rękę, bo jak szarpnę to się urwie
Chuj jej śpiewa, a ja czekam czym ta pokraka mnie ujmie.
The Sceleton Dance, 1929, Disney.
Chociaż podwójnie ją widzę, nie ma tego błysku, rytmu.
Skacze przytrzymując kości jak spieniony na pysku pitbull
Wije się rozklekotana na tych przebitych kolanach.
Ja udaję nekrofila, choć nie miałem tego w planach
Nie no, dramat, nie wygramy. Jury nam pospuszcza noty
Hello mała, nie zginamy szyi jak to struś na boki
Jak ona to kurwa robi, chyba jednak tańczę z gwiazdą.
Żebym jej nie urwał nogi, Akrobata w salcie z czaszką
Gdzieś tam chyba stało krzesło.
Chuj mnie ilu miało sex z nią.
Mamy już przegraną przez nią, blady mutant z anoreksją
Nawet jakbym ja coś umiał, no to ona umie chuja
Tak to potakuje mumia, każdy ruch jak chuj nad szuja
Niby profesjonalistka, jakbym krowę z pola ściskał
Niby trochę towarzyska, niby rutynowa misja
Ale nikt mi nie powiedział, że ten uśmiech szczękościska nie schodzi tej mątwie z pyska.
Blada miss jak z topieliska
I ta kosa mi się wrzyna! Na chuj ona ją tak trzyma?!
Stąd ten mało miły grymas. Czemu jest cała sina?!
Zaraz chyba mi tu zejdzie, jeszcze więcej wstydu będzie.
Już to widzę, cyk ujęcie, jakbym stał po PIT w urzędzie
Sępy mnie zapewne zjedzą, może ją podeprę nieco, zanim się tu hieny zlecą
Chyba że jeszcze nie wiedzą
A na razie żebra lecą, wisi szczęka, zęby lecą.
Do tej pory na parkiecie tylko one wszędzie świecą.
I słyszę ostatnie dźwięki, jak ostatni ząb z jej szczęki.
I widzę początek końca począwszy od prawej ręki
Skończywszy na stercie kości, no to potańczyłem z kukłą.
Choć stałem w samotności sobie przyjebałem ukłon.
(x4)
No bo to danse macabre, pierdolony taniec śmierci
Trzaska wiatr oknami, a ja śmiem twierdzić
Że gdy jedna z planet pędzi, ja zamieniam w skalpel język.
Tańczę to i nawet święci tańczą ze mną jak jebnięci. Szad Akrobata, Taniec śmierci.
Tekst powyżej do tego poniżej.
Szad Akrobata, Taniec śmierci, I NIECH SZUKAJĄ MNIE KULE, 2013.
Od Holbeina poczynając, The Dance of Death. Wygląda na to, że wszystko. A jak nie to bardzo dużo.
Heinrich Knoblochzer, Heidelberger Totentanz, 1488, uni-heidelberg.
Wakacje! Nie muszę odprowadzać moich wyrzutów do szkoły. I mogę nic nie robić. No...Z pewnymi wyjątkami, określonymi przez czas i przestrzeń. Zrobiłem szklaneczkę łiski. Przed dwunastą. Sic! Ha ha! Nie, nie wydmuchałem jej, choć znam film o Jakubie szklarzu. Ostatnią, po wczorajszym pogromie najbliższych z butelki. I tych inszych, których nie pomnę, oko mam podzelowane, łeb rozbity, garnitur potargany, i korona gdzieś zgubiona...Coś mi się przypomina jak w lustro łypnę. Kredens ruszył na mnie galopem, przyobleczony w błyski szybek i podzwaniający srebrnymi sztućcami, jak kowboj, skradający się kaczym chodem do baru w salonie.
Tak pije kobieta rasowa i dobrze wychowana, Witkacy, Zakopane 1926.
Larum grają! Nieprzyjaciel bez gaci! A Ty się nie zrywasz?! Szabli nie chwytasz?! Na koń nie wsadzasz?!Co się stało z tobą, żołnierzu? Zaliś swej dawnej przepomniał niecnoty...To było jak natura się upomniała o swoje. Poszedłem do toalety. Otwieram drzwi, wchodzę i patrzę...A tu jakaś laska siedzi na muszli i się uśmiecha. "O, pardon!", powiedziałem. Skorzystałem z umywalki, nie myjąc rąk, i wyszedłem, z niejasnym przekonaniem, że brakuje żółtej szczoteczki do zębów. Obierając kurs właściwy, na swoje drzwi i mieszkanie, zakonotowałem sobie: "Kupić żółtą szczoteczkę do zębów". W domu też jej nie było.
Tak jedzą tamci i tak przypatrują mi się Ci, Witkacy, Zakopane 1926.
Nie tylko kaczka na dziko pod wódeczkę, z Saskiego, ale i wyjazdy dalsze. W szczenięcych latach, to wyprawa na Pigalak była już przeżyciem wielkim, gdzie kobiety o przywiędłych pożądaniach, ukazywały absolutny brak zasad moralnych pod rozchylonymi płaszczami. Kajtki naszpikowane opowieściami przedwojennymi, okupacyjnymi, powstańczymi i powojennymi, odkrywały na nowo stare miejsca, gdzie na ten przykład unosił się duch Burmajstra. Burmajster, przywódca "bandy" bikiniarzy, miał ze swoimi na dzwonnicy św. Barbary oddawać się działalności wywrotowej i słuchać jazzu. 20 lat miał. Kara śmierci. Ale i wesołe były historie, jak Natakera towarzysza przypadek, członka dzielnicowego PZPR-u. Idąc on Królewską, zobaczył napis kredowy na trotuarze: "Precz z komunistami. Niech żyje USA". Jako poprawny zaczął go ścierać butami. Wtem, podszedł do niego młody człowiek, manipulując ręką w kieszeni, jakby miał tam klamkę, i rzekł: "Jeśli ci życie miłe, to uciekaj stąd szybko". Towarzysz zrobił jak mu kazano, ale oczywiście jak najszybciej poinformował odpowiednie organa.
Pejzaż australijski, Witkacy, 1918.
Najlepiej było zebrać się w paru i jak stali, tak poszli do pociągu. Wsiadało się do tego, który akuratnio stał na peronie. Jak źle poszło to na zachodnim był już koniec, przy czem źle nie działo się ciągle. I tak, można było z marszu nad morzem się znaleźć, po drodze zawiązując ciekawe lub intymne znajomości, w rytm "tak-to-to, tak-to-to...". To zdrówko! Bałtyk nie Adriatyk, nie ma czego żałować. I tylko ludzie się zmienili. Drzewniej to takiemu siedzącemu pod smażalnią, zostawiono na stole resztki ryby i frytek, niech zje sobie;) Dziś, dres zrzuci na ziemię i podepcze tak, że pies nie weźmie. I był taki jeden, "Marynarz" go zwali, dał chłopakom sprzątając zarobić, na bilet do domu. Kupili bilety i wrócili pokazać, bo taka była umowa. Napili się tego wieczoru i nażarli. Ech, kurczę blade, przecież pejzaże australijskie powstały w Zakopanem.
Pejzaż australijski, Witkacy, 1918.
Ale, że zaoszczędzili, to w Działdowie skończyła się kolejka. Trzeba było zorganizować stopa. Gdzie szosy biała nić, tam śmiało bracie wyjdź. I nie martw się co będzie potem. Świeciło słońce, nie za bardzo, akurat na wprost, koniec drogi połyskiwał łagodnie, bo asfalt był tłusty. Trafił się taki jeden, Tarpan, co warzywa woził. Dowodziła nim kierownica, dama, w sile wieku, mocna i zdrowa, która nowalijki lubiła. Szklarnię też miała. Dni kilka, zajęło im ogarnięcie płodów natury. Melony i schaby...Kiełbaski zakrapiane wódeczką na ognisku. Na Żeraniu zakończyła się przygoda. Każdy wracał z piękną dynią. Może cię właśnie rżną i skrobią w tej chwili. Mój Boże – co bym dał, aby to widzieć!!!
Nena Stachurska, Witkacy, 1929.
Ale pecha mam. Wczoraj, kiedy robiłem pipi w lesie i zapatrzyłem się na krajobraz, bąk koński uciął mnie w kutasa. Spuchło to jak balon i myślałem, że odpadnie. Ale jodyna i Staroniewicz uratowali to cenne utensylium dla przyszłych pokoleń. Dziś jest tylko czerwone, ale może jeszcze odpadnie. Jak odpadnie, to Ci przyślę w formalinie.
Czas zrobił swoje. Spodnie wytarte, buty stare...I wiatry niosą mnie. Częściej czasem, przy stole, niż w drodze...
Krajka.
PS Jak wakacje, to tylko z Mikołajkiem!No bo co, kurczę blade!
Lato.
Jedna z podstawowych pór roku. Okres podwyższonych temperatur, dojrzewania nasion i owoców, wydawania na świat młodych i przygotowania ich do samodzielnego życia. Lato astronomiczne rozpoczyna się w momencie przesilenia letniego, 21 czerwca, i trwa do równonocy jesiennej, 23 września. Wiadomo, że dni się ruszają, więc daty umowne, +/- 1, 2 dni.Grudzień, Styczeń, Luty, to też lato, ale gdzie indziej.
Z przesileniem, związane jest święto najkrótszej nocy, Noc Kupały, Kupalnocka lub Kupała. Było i jest ono, świętem miłości i radości, urodzaju i płodności, jedności mężczyzny i kobiety, magi i wróżb. W tajemniczych rytuałach oddawano się opiece Swarożyca. Skacząc przez ogień dokonywano oczyszczenia. Składano ofiary, które były wlewane lub wrzucane do ognia, po uprzednim wzniesieniu toastu na cześć boga, profuzyjnych zbiorów, plenności i nie wiem czego jeszcze. Często był to miód pitny i różne plony ziemi. Słowianie zachodni nazywali ofiarę obiata, składali ją także podczas dziadów. Słowianie wschodni i południowi używali terminu żertwa (żarcie i żyr-tłuszcz oraz żar-ogień). Połabscy zaś trzeba, co podobnie jak obiata, oznaczało coś ślubowanego, obiecanego.Na marginesie, gracze w warcaby dokonują żertwy, poświęcają pionka dla późniejszej korzyści.
Przesilenie. Albert Hofmann, Bicycle Day, 1943.
Do części oficjalnej, ale nie u wszystkich, Słowianie zachodni po ofiarach przechodzili od razu do części rozrywkowej, należało jeszcze pożegnanie, przez spalenie, Jaryły. Bóstwa związanego z odradzająca się wiosną przyrodą.W skrócie, następowało pożegnanie wiosny. Jak z zimową Marzanną. Palą, topią swoich bogów, w sensie ich wyobrażenia. Całkiem przyjemnie. Tacy inni, to syna swojego boga przybili do desek. Dodam, że samego Jaryłę bardzo przyjemnie witano. Po korowodach, tańcach i pierwszym siewie, rozpoczynała się uroczysta biesiada z elementami orgiastycznymi. Czemu by nie powrócić do korzeni?
Wracając do Kupalnocki. Po zakończeniu obrzędów religijnych, następowała część przyziemna. Rozpoczynało się biesiadowanie, tańce i śpiewy, skoki przez ognisko, kojarzenie się w pary, dziewczęta wróżyły sobie puszczając wianki na wodzie. Kulminacją tych uciech cielesnych było poszukiwanie kwiatu paproci. Ciepło, słońce, kolarzówki...Pedały na swoich miejscach, pod butem, spięte łańcuchem.
W poszukiwaniu kwiatu paproci (?).
Perunowy kwiat, kwiat paproci, zakwitający podczas najkrótszej nocy w roku, miał zapewnić znalazcy bogactwo i dostatek. Nic w tym dziwnego, poza faktem, że paproć nie kwitnie. Tak mówią botanicy. Czego więc, poza obłapianiem nocnem, po lesie ludziska szukali? Zygmunt Gloger, w Encyklopedii staropolskiej (1900-1903), pod hasłem "Rośliny miłośnicze",
wspierając się między innymi dziełem Marcina z Urzędowa, XVI wiecznego polskiego botanika, zielarza, lekarza i księdza, Herbarz Polski to jest o przyrodzeniu ziół i drzew rozmaitych i inszych rzeczy do lekarstw należących księgi dwoje, 1543-1553, podanie wywodzi ze zwyczaju nacierania się przez kobiety nasięźrzałem, co miało podnieść atrakcyjność niewiast i przyciągnąć spojrzenia płci przeciwnej. Wymowna jest sama nazwa, na się-na nacierającą się niewiastę, źrzeć-spojrzeć...A wspomina o niej Aleksander Brückner, w swoim słowniku, że już od XV wieku jest notowana. A perunowy, bo wiadomo, Perun, burze i pioruny, napięcie w przyrodzie...
Koło paproci, Kwiat paproci (W noc świętojańską),
Witold Pruszkowski, 1875.
Jak przystało na magiczną roślinę i czas, nie mogło być za
prosto, bo było by za łatwo. Musiała bowiem białogłowa, spragniona męskiego towarzystwa, zrobić co
następuje [za Z. Glogerem]: "A więc upatrzywszy za dnia miejsce, gdzie
rośnie nasięźrzał, musi iść tam o północy nago i obróciwszy się tyłem - żeby
jej diabeł nie porwał - rwać go, wymawiając pewną formułę, którą wyżej
zamieściłem".
Wzmocnienie siły magicznej następowało po wypowiedzeniu tej
formuły:
Nasięźrzale,
nasięźrzale, Rwę cię śmiale, Pięcią palcy, szóstą, dłonią, Niech się chłopcy za mną gonią; Po stodole, po oborze, Dopomagaj, Panie Boże.
Do powstania legendy miał się też przyczynić bałagan,
panujący w systematyce do początku XIX wieku. W różnych rejonach ta sama
roślina nosiła przeważnie inne nazwy. Zaś mianem paproć określano wiele roślin
występujących na terenach podmokłych, z których wiele kwitnie w czerwcu. Jest
jeszcze ślad indoeuropejski, pap-r, który oznacza sitowie. Dochodzą tu
jeszcze gatunki "kwitnących paproci", których płodne części liści
zebrane w grona mogą wyglądać jak kwiaty.
Niejasno wygląda też sprawa nazewnictwa. Noc Kupały. Nazwa
święta ma pochodzić od Wenetów, wchłoniętych przez Słowian. Najczęściej
wywodzona jest z indoeuropejskiego słowa kup-żarzyć się, co łatwo
połączyć z ogniem i jego bóstwami, i kump-grupa, plemię. To miało by
określać wspólnotę w poddaniu się obrzędom. Wywodzona jest także z imion bogów
miłości, rzymskiego Kupidyna i słowiańskiego Kupały. Echem chrystianizacji są inne nazwy tego
święta. Noc Świętojańska, z przesunięciem daty na 23/24 czerwca, bo 24 jest
umownym dniem śmierci św. Jana Chrzciciela, i jest dość zbieżna z Kupałą.
Kościół przegrywając walkę chrystianizacyjną, zaadaptował święto pogańskie
nadając mu patrona, nowe znaczenie rytuałom i nazwę. Także Sobótka pokazuje jak prawdopodobnie kościół odnosił się do tego święta. Gdyż był to
mały sabat, na którym zbierały się czarownice i demony...Choć bardziej
prawdopodobne wydaje się, pochodzenie tej nazwy od Ślęzy, gdzie znajdowała się
świątynia Kupały, a góra była nazywana Sobótką. Ale nigdy nic nie wiadomo, bo
góra mogła przejąć nazwę, prócz tego, że się świetnie bawili. Czego efektem jest
przesąd, że bociany dzieci przynoszą. Taki efekt kupalnocki. Bo po dziewięciu
miesiącach, od nocnych manewrów, w marcu bociany już zaczynają wracać do
dom...;) W tym samym czasie następował nadmierny wysyp populacji. W
Wielkopolsce panowało przekonanie, że bocian z jakiegoś tajemniczego stawu
przynosi noworodka. Staw, podmokłe tereny, kwiat paproci.
Koło stawu (?)
Płeć też jest zagadkowa. Kupała może być trzecim synem
Swaroga, lub przyjmując trójpostaciowość boga, samym Swarogiem, albo boginią miłości, urodzaju i płodności oraz patronką "mądrych
niewiast", utożsamianą z Ładą, zachodniosłowiańską boginią płodności i
wegetacji. Jak kto woli.
Teraz w duchu pogańsko-chrześcijańskim, możemy barłożyć się w
najlepsze od 21 do 24, będąc bardzo świętojebliwymi...
Alibabki, Kwiat jednej nocy, 1969
.
Zakwita raz, tylko raz, biały kwiat. Przez jedną noc pachnie tak, ach! Przez taką noc Królowa Jednej Nocy ogląda świat. A swiatło dnia zdmuchuje kwiatu płomień na wiele lat.
Zapala się tylko na pare chwil, Gdy cały świat wokół śpi, ach! A pachnie tak jak piołun i wanilia - kwiat, biały kwiat. Przez taka noc Królowa Jednej Nocy ogląda świat.
Przez taka noc Królowa Jednej Nocy ogląda świat Ten dziwny kwiat sekret mój dobrze zna: Raz kocham na wiele lat, ach! Oczami snu spojrzymy zakochani na cały świat. I nie wie nikt dla kogo zakwitniemy, ja i ten kwiat. Mój sekret zna biały kwiat, Mój sekret zna biały kwiat Mój sekret zna biały kwiat
Historia stara jak świat. Ona, On i zwierzę...Helena porwana przez Parysa. Jedni wykorzystali konia, inni zostali w konia zrobieni. Troja została zrównana do poziomu Troja 6 lub 7, wzgórze Hisalrik, o innych lokalizacjach nie wspominam, jak na przykład wzgórze Gog-Magog, w Wielkiej Brytanii. Niedobitki z miasta wyprowadził Eneasz, żeby robili spaghetti. Grecy wrócili do domu. Tylko Odys trochę zmitrężył, przez co zdechł mu pies. Czekała psina 20 lat, 10 wojny i 10 powrotu. Pożegnał króla, wrócił żebrak. Tyle z wierności i profitów, i zawał. To mi przypomina powrót mego dziadka z oflagu. Też mu to trochę zajęło, dwa lata z okładem, dużym. Wrócił, a jakże. Wszystko co przywiózł ze sobą to...Otwieracz do piwa. Babcia też mało ataku apopleksji nie dostała. Co się dziwić psu. I jeszcze kłopoty z tego powrotu były.
Tą razą, też poszło o babeczkę, i też w p.n.e. On, król, chciał Ją, córkę Innego króla, na konkubinę. Inny król, nie chciał takiego losu dla córki i wysłał mu Oną, córkę Jeszcze innego króla, swojego poprzednika. On ją przyjął na dworze, bynajmniej nie w plenerze. Ona mu wszystko powiedziała. On złapał ciśnienie, przez nią ale nie dla niej, i skrzyknąwszy wojo, pojechał honor prostować. I tak, Kambyzes II, król Persji, poznał Psametycha III, faraona Egiptu, syna Amazisa, który nie chciał konkubinatu dla córki, Niktoris, boskiej małżonki Amona. Amazisowi się zmarło ciut przed. A był naprawdę niegłupi, odebrał kapłanom administrację świątyń oraz uwolnił rolników od posłuszeństwa wobec kleru i osób prywatnych. Tak właśnie. I pod Peluzjum, w 525 p.n.e., do bitwy doszło. Siły były dość wyrównane, coś ok 30 kilo na władcę. Psametych był szczawiem, ledwo pól roku faraon, a Kambyzes cwaniak. Przed bitwą kazał swoim na tarczach wyobrażenia Bastet pomalować, a i w pierwszym szeregu je ustawić, w sensie koty, obok innych świętych. I tak na Egipcjan ruszyły: psy, koty, owce, ibisy i inne przez nich ukochane zwierzęta. Tak to Poliajnos opisał w swojej księdze podstępów, w sensie taktyki. Łucznicy odpadli, i inni też, bo nie mogli razić swoich umiłowanych bóstw...Skończyło się masakrą. Co opisuje Herodot, będąc wiele lat później na polu bitwy, oglądając kości nieszczęśników i opisując różnice między budową czaszki, perską i egipską.
Ponoć głównym powodem klęski Egipcjan była zdrada dowódcy wojsk Fanesa z Halikarnasu. Dowodził on siłami Egipcjan, składającymi się z Greków, a w czasie bitwy zdradził Persom miejsca newralgiczne. Ach ci Grecy. Ciekawe czy fallschirmjager, albo ich dowódcy, brali przykład z Peluzjum. Bo jak podaje Sotheby, koty były katapultowane przy zdobywaniu miasta, czyli coś jak zrzut na Eben-Emael, bo to była twierdza w dobre mury zaopatrzona i wyżerkę też, a obrońcy nie patrząc na nic, rzucali się je ratować, z narażeniem swojego życia i opuszczając linie obrony.
A sam Kambyzes trzaskał pokonanych Egipcjan po pysku kotami, że poddali dla ich radowania miasto i swoją wolność. A nie dość, że Grecy zdradzili, to później potomkowie uchodźców z Troi wrócili, jako rzymskie legiony, jak i jeszcze później, jako legiony francuskie, między innymi z Troyes, którego nazwa ma się wywodzić z Troi, a które to miało by być Mykenami. Itaka to Cadiz, a powrót Odysa był wyprawą do nowego świata, a także do Senegalu, Antyli Holenderskich, na Kubę i Przylądka Zielonego, czy wyspę St Miguel w archipelagu Azorów - wyspę nimfy kalipso, Ogygię. To tak skrócie.
Jeff de Boer is a Calgary-based multi-media artist with an international reputation for producing some of the world's most original and well-crafted works of art. With an emphasis on metal, he is best known for such bodies of work as suits of armour for cats and mice, armour ties and sword-handled briefcases, rocket lamps and pop culture ray guns, and exquisite high art, abstract works called exoforms.
Dragon cat.
Original site, Jeef de Boer, Cat and Mice, and more.
Obsada:
Janusz Gajos - Bimber
Paweł Burczyk - Dunlop
Bogusław Sochnacki - Macuga
Tomasz Sapryk - Zyzol
Jan Kobuszewski - Siekierowy
Jerzy Turek - Gajowy
Dorota Nowakowska - Ethalia
Władysław Kowalski - Alex
Gustaw Holoubek - Ekspert
Maciej Englert - Ekspert
Krzysztof Rudziński - Ekspert
Stanisław Tym - Kierowca
BIMBER A cholera jasna, widzicie go, nygusa jednego.
DULNOP Cooo? BIMBER Złapały go i poraniły. ZYZOL Kogo? BIMBER Łosia. MACUGA Nie ma takiej ryby. DUNLOP Łosoś to jest, owszem. BIMBER Ale tu łosia poranili. MACUGA Łosia? A skąd łosia teraz wziąć? BIMBER To kiedyś było. I nie u nas. MACUGA Acha, acha.
ZYZOL I co? BIMBER Nic. Ryczy. MACUGA Bo go boli, to ryczy. ZYZOL Też,
takie rzeczy pisać, to aż papieru szkoda. Na gazetę by lepiej wzięli,
to by się i co wywiedział, i na zawinięcie miał. A tak to co - łoś
ryczy. Nazywa się to jakoś? BIMBER Hamlet.
BIMBER Cholera jasna. ZYZOL Co znowu? BIMBER Usnąć nie może. MACUGA Łoś? BIMBER Nie. MACUGA A kto? BIMBER Ktoś. DUNLOP Ale kto? BIMBER Nie jest napisane kto, tylko że ktoś. "Niech ryczy z bólu ranny łoś…" MACUGA Co? Znowu? BIMBER Cicho.
To przecież od początku czytam! "…ranny łoś. Zwierz zdrów przebiega
knieje, ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś, to są zwyczajne dzieje." DUNLOP Koniec? BIMBER No o łosiu i o tym co nie śpi, to koniec.
Rozmowy przy wycinaniu lasu 1989. Na podstawie sztuki Tyma, TTV.
Nie będę pisał, że Polak i żyd, tylko wspomnę o tym o czym nie na piszę, tak po prostu. A w ogóle to on był Francuz, tyle, że pochodził sobie.
No i malował. Ojciec jego matki malował, rodzice też malowali, i zajmowali się sobą. Ale raczej nie za dobrze, bo się szybko rozstali. On z bratem zostali przy matce. A On był nim, Balthasar Kłossowski de Rola, zwany Balthus.
Balthasar Klossowski de Rola, Balthus, 1908-2001.
Mama jako kulturalna osoba, prowadziła kulturalny dom otwarty, co pozwoliło chłopcom spędzać czas w kulturalnym towarzystwie. Poznali między innymi Tomasa Manna i Rainera Marię Rilkego. Ten ostatni wydał i opatrzył wstępem pierwszy album Balthusa, o kocie Mitsou. Mógł zostać także jego tatą, ale nie zdążył. Umarł.
Debiut. Mitsou, 40 obrazków rysowanych tuszem. Książeczka wydana w 1919. Sama historia wykonana ponoć w wieku lat 8. Czuję, że coś pomieszałem, ale tak to jest jak się pisze o winie.
Później było tylko lepiej. Ciężko zaszufladkować. Niby trzyma się realizmu, ale jego obrazy, wnętrza i zewnętrza, są bliskie surrealizmowi. Częstym motywem w jego twórczości będą koty, które zostaną towarzyszami w życiu codziennym, na żywca jak i na płótnach.
Balthus, The King of Cats, 1935 (autoportret).
Balthus, The Cat of La Méditerranée, 1949.
Ale nie same tylko koty na płótnach są. Dodano im do towarzystwa młode dziewczyny, których spokój i nonszalancki wyraz twarzy, kontrastuje z nieco wymuszonymi, lekko wyzywającymi pozami. Wyglądającymi jakby były w stanie zawieszenia między snem a jawą.
Balthus, Thérèse Dreaming, 1938.
Odpowiadać za ten stan rzeczy ma pewna 12 latka, w której się zakochał mając lat 16. I o ile z nią się rozstał, zdążyła mu jeszcze urodzić dwóch synów, o tyle fascynacja, do ledwo zdających sobie sprawę ze swej dojrzewającej kobiecości i cielesności podlotków, pozostała.
Balthus, Nude with Cat, 1949.
Balthus, The Salon, 1941-3.
Balthus, The Room.
Balthus, Thérèse, 1939.
W celu przyspieszenia kariery, namalował obraz, którym wywołał skandal. Jak sam przyznał, potrzebne mu to było jak i pieniądze, których nie miał. Trzeba przyznać, że mu się udało.
Balthus, The Guitar Lesson, 1934.
A, że nie tylko kotki lubił, zdarzało mu się malować krajobraz miejski. Jedno z dwóch najbardziej znanych miejskich płócien, też się otarło o skandal. Bo przedstawiony na nim chłopiec, z ręką się pcha mało dyskretnie.
Balthus, The street, 1933.
Na drugim ukazany jest pasaż, który był dobrze znany Balthusowi. Miał nie opodal pracownię. Żeby nie było tak po prostu...Jest tu zawarta pewna symbolika. Złoty klucz nad witryną, ma symbolizować zakład ślusarski produkujący gilotyny. Narzędzie owe pierwszy raz było testowane w tym że pasażu, na owieczce, którą niby jest mały, biały dupelek-owieczka. Jest tu także sam autor, tyłem z bagietką, jego starszy brat, siedzący po prawo na chodniku i matka Balladine, jako starsza pani z torebką i laseczką.
Balthus, Le Passage du Commerce-Saint-André, 1952.
Jak tłumaczył swojej żonie Setsuko Ideta, drugiej żonie, w głębi duszy czuł się polskim rycerzem. Według słów starszego syna, Polska była jego prywatnym mitem, był dumny ze swego pochodzenia. A jak inaczej wytłumaczyć Japonce rycerza? Polski samuraj, jak wspomniała sama wdowa.
Balthus, zdjęcie Henri Cartier - Bresson.
I jak na artystę przystało, pod koniec życia Balthus zaprzeczał, jakoby jego obrazy miały charakter erotyczny. Sam siebie uważał za malarza religijnego.
-Czy mała zielona żabka może być prostytutką? -Czy mała zielona pluszowa żabka może być prostytutką? -Czy mała zielona pluszowa żabka, która już spleśniała, może być prostytutką? - Nie, nie, nie.
Tenjiku Tokubei. Podróżnik i pisarz japoński. XVII wiek. Tak był zajadły na te podróże, że został Indianinem. Tenjiku to przydomek, który oznacza Indie. Został bardzo popularną postacią graną w teatrze kabuki i joruri (teatr lalkowy). Głównie role maga.
Tenjiku Tokubei jadący na wielkiej ropusze, Utagawa Kuniyoshi.
Wspomniałem tylko z przyzwoitości o Tenjiku. Jak już, to bardziej mnie interesują prace choćby Utagawy, zważywszy, że do oglądania obrazków nie muszę znać języka. A szkoda. Na ten przykład, ukiyo-e znaczy "obrazy przepływającego świata"...Piękne. Był to plastyczny środek wyrazu przepływającego świata, który powstawał w dzielnicach rozrywkowych największych miast. Ale to kiedy indziej. I tak mi się pomieszało już...
Powyższe jest do legendy o Nieśmiertelnej ropusze (Gama Sennin).
I mamy typka co się nauczył żabiej magii. Jego historię spisano w Jiraiya Gōketsu Monogatari. "Opowieść o wspaniałym Jiraiya" albo "Ballada o bohaterskim Jiraiya". Był piękny i bogaty, a później się wszystko posypało. I został piratem. Jeden nieśmiertelny nauczył go żabiej magii. Mógł zamieniać kamienie w żaby, które wałczyły dla niego. I to jest superbohater. Pojawia się na początku XIX w., w ilustrowanej książce.
Jiraiya charms the frog, "Jiraiya story", Kanwatei-Onitake, 1806.
Pierwowzór komiksu. I kiedy Tokubei sobie jeździł, i zdobywał moce, Jiraiya jest swój. Dostał miejscowe, fasowane od starych bogów.
Film. Przygody Jiraiya. Napisy są...I walka z żabami!
(Jiraiya The Ninja, Goketsu Jiraiya, 1921)
PS Księżniczka Takiyasha przywołująca widmowy szkielet, Ōya no Mitsukuni.