Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fauna i flora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fauna i flora. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 lipca 2016

Pożeracz dinozaurów.

Golonka w dół i trzeba przedstawić pewnego kontrowersyjnego osobnika.  Tak. Jest to żaba, a raczej była, 70-65 milionów lat temu. Była na pewno na Madagaskarze. Stąd pochodzą jej skamieniałości. Bliskie pokrewieństwo z Ceratophrys, sugerowałoby istnienie pomostu łączącego Madagaskar z Gondwaną, w późnej kredzie, ale to śliski temat, i w sumie nie na temat. Poskładano go z wielu kawałków, najlepiej wyszła na tym głowa. Większość fragmentów należała do osobników, które miały czaszkę szerokości 8-12 cm, i długości od czubka pyska do kloaki 16-27 cm. Ale żeby dostać miano Belzebub, to za mało. Są fragmenty które pasują do czaszki, o szerokości 20 cm, i długości 40. To już coś. Do tego czaszka była silnie skostniała, stąd epitet ampinga - tarcza, a bufo, to ropucha. Beelzebufo ampinga, inaczej Żaba z piekła, Żaba diabeł, Ropucha diabeł. Oczywiście zdobywa koronę za rozmiar wśród płazów bez ogona. Silne skostnienie, stabilizujące połączenie między żuchwą a czaszką, ogromne usta, ostre zęby. To wszystko sugeruje, że była carnivorusem. A przy tych rozmiarach, pewnie łupała sobie szamkę z zasadzki, i to nie byle jaką, bo małe kręgowce. A jakie były wtedy małe kręgowce? Dzieci dinożarłów. Czyli żaba żrąca dinożarły...No, po prostu diabeł pełną gębą.

Beelzebufo ampinga (Susan Evans, 2014). 
Paszcza na łapach.

Jeszcze więcej kości. To pozwoliło na trochę szersze spojrzenie na Beelzebufo. Po wyglądzie kości łuskowej można było stwierdzić, że nie zachodziło dużo zmian wewnątrz gatunkowych. Różnica w wielkości między osobnikami sięgająca 20% może wynikać z różnej szybkości wzrostu kości czy jego standardu. Najprostszym wyjaśnieniem może być dymorfizm płciowy, gdzie u współczesnych ich krewnych Ceratophrys, 90% kobiet jest większych od mężczyzn. Na te różnice mogły mieć też wpływ, jak pokazały współczesne badania na żabach, sezonowa dieta, dostępność wody, i temperatura. To jest najlepsza teoria, bo wszak przy niskiej temperaturze, wszystko się kurczy. Tu się pojawia następna zagadka, bo o ile stwierdzono wtedy ciepło na Madagaskarze, bardzo ciepło, a z tym ciepłem wystąpił brak wody. Była to pora sucha, czyli pustynia prawie. Klops. Badając dalej materiał, można się pokusić o rozwiązanie i tej zagadki. Wysokie unerwione kolce, silna osteoma czaszkowa i kręgosłupa (korzystny porost istniejącej kości), pozorny zanik błony bębenkowej, wszystkie te cechy dają do myślenia. Wymyślono, że Beelzebufo rył nory, w których się zagrzebywał podczas ekstremalnie suchych okresów, unikając wyschnięcia. Wychodził z nory jak było przyjemnie i rozpoczynał sianie terroru wśród smacznych dzieci Mażungazaurów.

Mażungazaur na zimno.
(?)




Actus Dei, Dinosaur Revolution, 2011.
Muzyka do posiłku. Brdzo fajna seria. 
1.03 - coś skacze na ptaka ;)




Susan E. Evans, Joseph R. Groenke, Marc E. H. Jones, Alan H. Turner, David W. Krause, New Material of Beelzebufo, a Hyperossified Frog (Amphibia: Anura) from the Late Cretaceous of Madagascar, January 28, 2014.

czwartek, 7 lipca 2016

Od świtu do zmierzchu (From Down Till Dusk).


Wąsacze: Louis Blériot, M. Fontaine (pismak) i Nastrosz Lipowiec.
Le Matin, Lundi 26 Juillet 1909.
(Fot. Brykiet Noga)


Voilà! Jemu było łatwo. Miał żonę, pięcioro dzieci, kota, psa i papugę kakadu w domu. W takich okolicznościach przyrody łatwo zrobić sobie samolot i przelecieć się nad kanałem. Miał jeszcze trochę kasy, bo wymyślił lampy do ciężarówek. Do tego podcinał sobie wąsy, na podobieństwo samolotowych skrzydeł...



PS Zastanawiałem się, czy rozwiązać tajemnicę tytułu, ale jest tak oczywisty, że nie rozwiążę.

piątek, 19 lutego 2016

Robaki i kurtyzany.

Wtedy, nocy czternastego, ósmego miesiąca, poszliśmy w kilku na łąki, słuchać owadów. Rozłożyliśmy się biwakiem nad rzeką blisko osady, gdzie sprzedają karpie i miłość. Siłą niebywałą, odmówiliśmy sobie kobiet i wina. Poszła fama, że jesteśmy skąpymi robakami. Tak rzekły miejscowe niewiasty. Dźwięk dzwonu wołającego na modlitwę i śpiew kapłana, z pobliskiej świątyni, zmieszany z odgłosami insektów, sprawił że przybyłe wieczorem niewiasty, poczuły obecność boga i się rozdziewać poczęły. Myśleliśmy, że będzie to niewybaczalne dla miejscowych i dostaniemy łupnia w niedzielę rano przy zakupach. Trzymając się ślubów, jedyne co mogliśmy zrobić to zaśpiewać, nisko się kłaniając i odmawiając żądzom. Śpiewaliśmy dla owadów, które były naszymi jedynymi i prawdziwymi odbiorcami. Rano poszliśmy do osady...Kurna. Trzeba było sobie niczego nie odmawiać, i tak był dym pod monopolowym, że pedały i w ogóle co to za dobieranie się do ich bab. Taka mała sprzeczność, która nie przeszkodziła dać sobie po mordzie. Tak, ale palcówka była świeża tego ranka. A owady dokończył dzieła. Troszku jak te przedstawienia warzyw  i owadów, w chińskim stylu, ukazane przez Utamaro, z towarzyszeniem wierszy kyokai, tekstów figlarnych albo wręcz "szalonych" o odczuciach, pożądaniu i miłości, bardzo dwuznacznych, różnych autorów, parodiujących klasyków. Choć tytuł dzieła  wspomina o owadach to ilustracje dotyczą owoców, warzyw, gadów, kwiatów. Insektów też. Menażerię może tłumaczyć wyraz mushi, który używany jest do owadów, ale w zasadzie to opisuje wszelkie pełzactwo, dlatego są i żaby i węże i jaszczurki.

 Żaba (Kaeru; Ranidae), Stonka (Kogane mushi; Chrysomelidae),
Kitagawa Utamaro,  Ehon mushi erami (画本虫撰, Picture Book of Crawling Creatures)
okres Edo, 1788.
Publikacja  Tsutaya Jûzaburô.

Ten złoty, Golden beetle, to jakiś ciemny jest, może to wina druku  i nie widać jak się mieni. No chyba, że coś pomieszałem, a to możliwe, biorąc pod uwagę, że jestem w plenerze i nie odmawiam sobie. A, że zimno to i nic nie słyszę. No, ma on być z rodziny Chrysomelidae, czyli stonkowate, a to zmienia trochę sytuację, bo jedyne co pamiętam po tym draństwie z USA, to porażający smród z butelki, w której zdychało dziadostwo, a nie metaliczne zabarwienie. Na złotkę jasnotową mi nie wygląda. Ha! Pies wyje, bo mu w miskę wlazłem. Chciał mnie kąsnąć, ale nie z tej strony drzewo wziął i się powiesił. A ten robal to sobie pełza po Nelumbo nucifera, co to jest nurzykłąbem, tudzież lotosem orzechodajnym, który jest spożywczy, ale nie powinno się go jeść, w rejonach gdzie nie występuje, bo się struć można. Żaby to z rodziny Ranidae. Jedna co w wodzie się odbija, siedzi na liściu lotusa i zaprasza do wspólnej kąpieli. Co do nazwy tego dzieła to nie wiem sam. Rozbija się o robaki i rośliny i brzmi mniej więcej tak: Ehon mushi erami (画本虫撰), Picture Book of Crawling Creatures / The Insect Book / Picture Book of Selected Insects. I opis ilustracji, jak na poważny album przyrodniczy przystało.


Kaeru                                                             Koganemushi

Hito zue ni                                                       Aware tomo
Kudoke do kubi o                                           Miyo makura ka no
Furu ike no                                                      Koganemushi
Kairu no tsura e                                               Kogaruru tama no
Mizukuki zo zuki                                              Haiyoru no toko



Frog                                                                Golden beetle

I sent a love letter by a go-beetwen,                 Pity me!
But she simply shook her head                         The burning desire of my  heart
As though it were merely water splashing          Will creep up to your bed
On the face of a frog                                        Like a little golden beetle
Jumping into a pound.                                      Under your pillow.

Yadoya no Meshimori.                                     Kosudare no Sugagaki.      


Jestem takim debilem, że nie potrafię tego tekstu opublikować ładnie, centralnie...;) Ale nic to.
Sam autor obrazków, publikował lepiej. Kitagawa Utamaro, był jednym z najbardziej cenionych twórców ukiyo-e, zwłaszcza gdy chodziło o przedstawienie pięknych kobiet. Z tych drzeworytów jest najbardziej znany. Dlatego zmilczę. Poza kobietami zajmował się studiami przyrodniczymi, czego efektem są książki przyrodnicze o wszelakim robactwie i innych płazach czy gadach. Był dość popularny w Europie, gdzie jego światło i cień zostawiło swoje odbicie w pracach impresjonistów. Trop japoński w ich twórczości odnosi się często do Utamamro. No, nie mogę. Kilka babeczek będzie.

I tak przez całe życie...;)
Yitama-Uba (to takie yokai) niańcząca Kintoki,
1802.

Urodził się, to wiadomo, ale jak i gdzie to już nie. Przyjmuje się, że przyszedł na świat ok 1753 roku, a to tylko dlatego, że zmarł i go wyceniono na 50 z kawałkiem. Prawdopodobnie miał żonę i dziecko. Tu też nic więcej nie wiadomo. Jest sporo prac przedstawiających intymne sceny domowe, z tą samą kobietą i kilkuletnim dzieckiem, które uważane są za sceny z jego życia rodzinnego.W młodości był pod opieką Toriyama Sekiena, który uczył malarstwa w szkole Kanō. Sekien w  średnim wieku zainteresował się ukiyo-e, a swoje prace kierował głównie do mieszkańców Edo. Jego uczniowie dołączali haiku do swoich prac. Mieszkali razem, aż do śmierci Sekiena. Pierwsze zlecenie jakie dostał, było na okładkę do sztuki kabuki Shijū Hatte Koi no Showake (Forty-eight Famous Love Scenes). Wykonał je jako Toyaki, i tak ilustrował do końca dekady, rzadko puszczając pojedyncze prace.

Lustereczko. Bo cię zbije...

Na pewnym bankiecie, w 1782, młody wydawca Tsutaya Jūzaburō, przedstawił go publicznie jako swojego naj i że on to Utamaro. I był prawdopodobnie jego najważniejszym artystą do '93 roku, kiedy to przestał nim być. Dwa lata przed końcem współpracy, przestał się skupiać tylko na ilustracjach do książek, i wziął na warsztat kobiece sprawy, głównie portrety. Po rozstaniu zainteresował się kobietami w okręgu Yoshiwara. Tak. Babeczki fajne. Potrafił uchwycić bardzo sugestywnie ich osobowość i przemijające nastroje, nie zważając na pochodzenie czy wiek, oraz okoliczności przyrody. Właśnie stąd pochodzą jego najbardziej znane prace.

Kurtyzana Ichikawa,
seria Słynne piękności z Edo.

Lata mijały a on sobie tworzył korzystając z  insektów, zwierząt, jak i studiów z natury do erotyków czy shungi. W 1797 zmarł Jūzaburō, jego długoletni przyjaciel. To nadszarpnęło wewnętrznie Utamaro, i znalazło ponoć odbicie w jego twórczości. Jego prace nie osiągały już takich wyżyn artyzmu jak poprzednio. Parę lat później popadł w kłopoty. W 1804 zaprezentował serię prac na temat Toyotomi Hideyoshiego i jego konkubin, w oparciu o zakazaną pozycję. Został oskarżony o znieważenie Hideyoshiego i dostał pięćdziesiąt dni w obrączkach. Miał być zwolniony wcześniej, ale nie zmienia to faktu, że został złamany emocjonalnie i już nie wrócił do pracy artystycznej. Zmarł w 1806.

Wyczynowcy.

Shunga była normalnie odbierana w Japonii. Nie miała nic wspólnego z pojęciem dzisiejszej pornografii, może jako bardziej ostra erotyka, ale na pewno nie była postrzegana jako coś negatywnego. Wręcz przeciwnie. Uważano, że przedstawia naturalny aspekt życia ludzkiego, który nie jest obcy żadnej klasie społeczeństwa i każdej tak samo miły.

Etotyk, 1788.



Miało być o robakach wszak. Oto one:


Zielony pasikonik produkuje głośny, przenikliwy dźwięk, pocierając przednimi skrzydełkami, siedząc na strąku fasoli czarne oko (Vagna catjang). Tym się różnią od szarańczy, która ma aparat strydulacyjny, na tylnych nogach, no i mają dłuższe czułki. Aparat słuchowy zaś mają w piszczelach przednich odnóży. Modliszka jest uzbrojona w kolce i zęby przeznaczone dla ofiary. Dysponuje bardzo mocnym chwytem. Często widziana w pozycji modlitewnej. Zdarza się jej skonsumować kopulanta, ale wbrew powszechnej opinii nie jest to norma. Ukrywa się na roślinach, tu na melonie (Cucumis malo), czekając na obiad.

Pasikonik (Batta; Tettigoniidae). Modliszka (Toro; Mantidae).


Batta                                                                     Toro (kamakiri)

Osaetaru                                                                Kutsugaeru
Batta to omou                                                        Kokoro to shirade
Matsu yowa mo                                                     Kamakubi o
Tada tsumado nomi                                                Agete toro no
Kichikichi to naku                                                  Ono bakari matsu



Cone-headed grasshopper                                      Praying mantis

While waiting for you well into the night                   Not knowing
I thought I caught a grasshoper,                              That she may change her mind,
But it was just my imagination,                                Overconfident praying mantis,
All I heard was the rattling of a door,                      You are waiting for her
Sounding like the dry of the grasshopper.                With your head held high.

Ikimi no Kuronari                                                    Asakusa no Ichindo 





Larwa ćmy koszówki, zaraz po wylęgnięciu z jaja buduje sobie wdzianko, czyli koszyczek. Sposób budowy, wielkość i materiał zależy od gatunku. Gąsienica wystawia z niego tylko głowę i nogi. W razie niebezpieczeństwa chowa się do środka. Ta akuratnio sobie wisi na gałęzi lespedezy krzewiastej (Lespedeza bicolor). Biedny żuczek z rodziny Scarabaridae, u nas poświętnikowate, to japoński rohatniec dwurożny albo kabutomushi. Mushi to robak, za to kabuto to hełm, w odniesieniu do hełmów samurajskich, co też były "rogate". Czyli żuk hełmofon. Wielkość rogu nie wpływa na szybkość i długość lotu. Róg jest na samiczki, w sensie do walki o nie. Bardzo popularny w Japonii, można go kupić w sklepie za 500-1000 jenów i sobie hodować. Wykorzystywany jest do walk, puszcza się takie na badyla i się mają zepchnąć, ten co spadnie nie wygrywa. Przynosi to niezłe straty albo zyski, szczególnie mieszkańcom wyspy Ryukyu. Hełmofon drepcze sobie po liściu funkii (Hosta fortunei).

Larwa koszówki (Minomushi; Psychidae). Japoński rohatyniec dwurożny (Kabutomushi; Scarabaridae).

Minomushi                                                                  Kabutomushi

Yami no yo ni                                                             Koi shina ba
Nishi wa dochi yara                                                    Kabutomushi tomo
Wakane domo                                                            Narinu beshi
Shinobu amari no                                                        Shinobi no o sae
Kakure minomushi                                                      Kire hateshi miwa



Bagworm                                                                    Horned scarab beetle

In the moonless night                                                   If I die a broken heart,
I can't tell which way is west.                                       I will be reborn as a helmet-beetle
To endure my thoughts                                                For my patience has snapped
Hidden in a cocoon,                                                    Like a helmet's broken cord,
I want to reach for you.                                               Which cannot be tied together.

Tachibana no Uranari                                                  Torai Sanna





Turkuć wiadomo, przednie kończyny ma przystosowane do rycia na kształt łopat, więc ryje. Większość czasu spędza w płytkich tunelach pod powierzchnią ziemi. Tak żeby sobie podgryzać korzonki. Jak większość jest heliobiontem. Skrzydeł używa w okresie godowym. Dla samiczki może nawet przelecieć 8 kilometrów. Ciekawe, który facet przebiegnie tyle, jak go przypili ;) Skorek ma w tyle wystające, ostre szczypce. Dla ludzi niegroźne. Samce mogą wzbudzić mieszane uczucia swoim parzystym aparatem kopulacyjnym. Siedzi na pędzie bambusa.  Dobra para. Jeden twardziel, drugi z dwoma aparatami.

Turkuć (Kera; Gryllotalpidae). Skorek (Hasamimushi; Forficulidae).


Kera                                                                               Hasamimushi

Adashimi wa                                                                   Mishi hito o
Kera chou mushi ya                                                        Omoikiru nimo
Imotose no                                                                     Kirekanuru
En no shitaya ni                                                               Hasamimushi teu
Fukari o shite                                                                  Nakoso ozokere



Mole Cricket                                                                  Earwig

How fleeting is the life of a mole cricket.                          What a fool you are,
The union between husband and wife                               Earwig!
Is equally transient,                                                          Having a dull pair of scissors,
No matter how deep it may appear                                  You cannot even cut the knot
On the surface.                                                                You tied.

Yanagibara Mukou                                                          Katsura no Mayuzumi




PS Nie wrzucę wszystkiego, brak mi cierpliwości i już dwóch butelek wina.

sobota, 2 stycznia 2016

Ozzphobia.

20 stycznia 1982 roku, koncert w Des Moines. Ktoś na scenę rzucił żywego nietoperza Ozziemu pod nogi. Ten nie zrażając się niczym, wziął go podniósł i odgryzł mu głowę. Myślał, że jest gumowy. Tak mówił. Nie był gumowy, a Rolling Stone sugerował, że był żywy. Później, nastolatek który to zrobił, miał powiedzieć, że nietoperek był martwy. W swojej biografii natomiast Ozzi wspomniał, że był on żywy i nawet go ugryzł w paszczy. Miał się później leczyć na wściekliznę z tego koncertu. 




Batman: "In order to conquer my fear, I had to become my fear..."
Ozzy: "Man your fear tastes kinda salty".

Wyczytałem, że film jest remarkiem z lat '90. Z oryginalnego zajścia nic ponoć nie ma. Zresztą widać, że na tego "ptaka", to tylko kura może zareagować.


Immediately, though, something felt wrong. Very wrong. For a start, my mouth was instantly full of this warm, gloopy liquid, with the worst aftertaste you could ever imagine. I could feel it staining my teeth and running down my chin. Then the head in my mouth twitched. Oh fuck me, I thought. I didn't just go and eat a fucking bat, did I? Ozzy.

(?)

Kiedy naukowcy chodzą po lasach Amazonii, zazwyczaj coś znajdują. Tak było i tą razą. Podczas wyprawy do Floresta Nacional de Pau-Rosa, w chronionej części brazylijskiej Amazonii, w 2009 odkryto "żabę nietoperza". Nie żeby zaraz coś tego. Chodzi o odgłos jaki ona wydaje, a jest on właśnie podobny do odgłosów wydawanych przez nietoperze. Należy ona do rzekotek drzewnych, wielkości ok 19.4 mm. Ogólnie rzecz biorąc jest brązowo-pomarańczowa.

Powiedziała zagwiżdż. I nietoperz mnie zeżre...
(Photo by Pedro Peloso)

Charakteryzują się długimi palcami rąk i nóg. Samce do tego mają duże worki, które są z rozciągliwej i półprzezroczystej skóry. Worki głosowe w czasie wydawania odgłosów nadmuchują się. Dźwięk wychodzi z krtani, przez struny głosowe, a w worku jest wzmacniany i pewnie tu uzyskuje swój niepowtarzalny piskliwy sznyt. Mały wielki rezonator na babeczki. Żaby jak wiadomo, dysponują ogromną gamą dźwięków, a samce to już w ogóle lubią sobie głośno pogadać, żeby ich kobiety w odległych zakątkach drzewa usłyszały, ale to jest pierwszy gatunek, który może się dogadać z nietoperzami. Wśród odkrywców byli fani Black Sabbath, którzy powiązali Ozziego, nietoperza i nietoperzową żabę, w rezultacie czego nowy gatunek nazywa się: Dendropsophus ozzyi.

Black Sabbath, Paranoid.

Ozzy nie ma co się martwić, jest w dobrym towarzystwie, tych co śpiewają i tych co wyglądają. I tak na ten przykład imiennicy w robactwie: Aleiodes shakirae - za system nerwowy, który zmusza larwę gąsienicy pasożytniczej osy do "tańca", drży i podryguje, żeby się dostać do żywiciela; Agra schwarzeneggeri - za to, że żuk ma bice jak Arni; Bumba lennoni - tarantula, bo beetles to Beatles; Jaggermeryx naida - skamieniała szczęka podobnego czegoś do hipopotama, 19 mln lat temu, nie dziwi jakoś; Yoda purpurata - robak z dna oceanu, jednodyszny, za wygląd, tylko to co z boku to nie uszy, to usta a dokładniej otwory gębowe. Yoda, tylko czemu nie zielony...

Yoda purpurata po lewo.
(Foto David Shale)


Jest jeszcze jeden o którym wiem, ale to na inny raz.



czwartek, 6 sierpnia 2015

Koliber i bizon.

Wino sobie piłem, i dumałem. Był plener w ciepły letni wieczór. W zasadzie to nawet teraz było. Głowę miałem zadartą, lubię sobie patrzeć w niebo. A tu nagle naleciał mnie "coś". Koliber, do diaska! No tak, ale tu nie ma kolibrów. Chyba, że ktoś hodował i mu się rozlazły. Ten i tak był za mały, nawet jak na kolibra. Taki szerszeń z trąbką. Ciekawość mię ogarnęła nagła i postanowiłem "coś" złapać. Tylko, że "coś" latało wysoko, i wypijało nektar z moich kwiatków. Te kwiatki to były na czymś drzewo-podobnym. Tak. Klops. Trzeba upolować, choć nie lubię takich metod, jeśli nie ma to na celu przetrwania. Głównie mojego. Porwałem procę, mam zawsze pod ręką, i rozpoczynam ostrzał. Walka był mordercza, nie miałem chwili żeby uzupełnić płyny, o oddech się nie martwiłem. Po upolowaniu szyby, doszedłem do wniosku, że chyba lepiej przejść w tryb obserwacji. Z obserwacji: trąbka jak nic i wsadza ją w kwiatki. Skrzydeł nie widać, tak szybko macha. Zawisa w miejscu. W górnej części raczej rdzawy, pewnie druga para skrzydeł. Ogona raczej nie widzę, bardziej odwłok, czarny w białe plamki. I ma rogi...W dodatku coś jakby grzebieniowate, zaznaczam, że były ciężkie warunki do skupienia wzroku. Cholerna ćma. Będę musiał tłumaczyć, że jak lemingi do światła leciały i trzasły gromadą w okno, ewentualnie, że dzieciaki szybę rozwaliły. Z tą wiedzą ruszyłem po atlas. Najpierw dokończyłem wino. "Coś" okazał się być Furczakiem gołąbkiem.

Furczak gołąbek (fot. dinoanimals).

To zdarzenie przypomniało mi inne naturalne igraszki. Też było lato. Jakiś zakątkowy zakątek, rzeczka, pola, łąki i miasteczko. Wzorem starożytnych pijemy wino, nie za ciężkie, żeby łeb nie bolał, na tyle mocne, żeby nie dostać udaru. W wodzie było mokro i wcale nie za wygodnie, i nie dało się palić a wino odpływało. Obok wody też było mokro, wino stało, palić się nie dało. Nikt nie wpadł na to, żeby się wcześniej rozebrać. Trzeba było to robić na mokro, po czasie. Później to już wszystko działało. To była rozpusta i na znacznik, tudzież na kciuk, nie trzeba było pić. Każdy miał swoją Arizonę. Dostaliśmy udaru i polecieliśmy w strojach adamowych w szkodę, w jakieś zboże.Ubrania pilnowały się same. I tak lataliśmy, aż spotkaliśmy bizona, który ryczał. Chyba długo. Stał. My też się zatrzymaliśmy. On ryczy, my słuchamy.

Bizon (fot. e-sim).

Mózg bizona chyba chciał zejść i się bić. Ja tylko zrozumiałem z tego, że ma problem o co chodzi i dlaczego. To mu wyjaśniłem, że jesteśmy pszczółki i lubimy bzykać, a jak wiadomo porozumiewamy się za pomocą tańców i wydawanych dźwięków, pijamy nektar i takie tam, i jak chce może zostać królową matką naszą. Chyba trafiłem, bo nogi się pod nim ugięły i nie zszedł do nas, a w ogóle to nie ruszył się do wieczora. My urządziliśmy sabat pod bizonem. Jak się zmierzchało dostał pomoc z miasteczka. Nie dam głowy czy mieli widły, kłonice i pochodnie, ale mi się tak wydawało. W trybie nagłym trzeba było się wynieść. Nie było to nowością dla nas, bo dość często mieliśmy alarmy nocne i pożarowe, wcześniej, w harcerstwie. Ewakuacja przebiegła sprawnie, tyle, że przez rzeczkę po kamieniach i na bosaka, z gaciami w ręku. Noc spędziliśmy mokrzy w lesie gdzieś, bez picia i prowiantu, którym dokarmiliśmy chrumczący dookoła las. Ale to inna historia i na pewno nie o lesie...

Wały Jagiellońskie, Kombajn Bizon.

Już na polu wstawał świt
Wdzierał sie w tę noc jak zgrzyt
Budził nas, zabierał sen
Nastał nowy, nowy dzień
Antek oczy przetarł i
Kalesony zdjął ze drzwi
Z trudem się wcisnął w nie
Myśląc nie, nie będzie źle.
Z kubła zimnej wody łyk
W gardło wdarł się niby krzyk
A chleb choć czerstwy był
Smakował mu, dodawał sił
Jajecznica z jajek trzech
Do szaleństwa wzburzyła krew
Pierwszy kogut zapiał już
Gdy kończył jeść, on błyszczał tuż

 Jego kombajn Bizon.

Kierownicę ujął w dłoń
Przeżegnał się, beret na skroń
W stacyjce kluczyk raz i dwa
I spalin tłok i silnik gra
Już na polu za łanem łan
I wykonany za planem plan
A w sercu radość albo gniew
Słoneczko mu gdzieś zza drzew

 Na jego kombajn Bizon.

Do południa z nieba żar
A on tak chciał ze wszech miar
Aby nic, ani kłos
Na polu tym był całą noc.
I wokół dawno ciemno już
Na spracowanym czole kurz
A on przed siebie ciągle gna
Księzyca blasku czerwienią gra.

 Jego kombajn Bizon.
 


wtorek, 16 czerwca 2015

Żabie gwiazdy.

1955 rok, przyszedł na świat Kermit. Zrobił go Jim Henson, przy udziale zielonego materiału i dwóch piłeczek pingpongowych. W tym też roku, Kermit spotkał się na antenie z Harrym Hipsterem, Chicken Liverem ;), i resztą ferajny. Są jednak hipsterzy starej daty. Na początku swojej kariery, Kermit, nie do końca był żabą, bardziej jaszczurką. Jednakże przy pomocy nożyczek, i innych ostrych narzędzi, w rękach odpowiednich ludzi, wyewoluował do postaci żabiej. Dalej znany jako Kermit Żaba. W sumie nic nowego. W '52 były żołnierz poleciał do Holandii, a wrócił do USA, jako były mężczyzna. Na Grodzkiej pada deszcz gdy konieczność istnienia trudna jest do zniesienia...Coś pokiełbasiłem?

Kermit Żaba aka Kermit the Frog.

Hyalinobatrachium dianae. Przedstawiciel żab szklanych, odkryty nie dawno, w dżungli Kostaryki. Ponoć dlatego trwało to tak długo, rodzina i kuzyni znani od 1973, że nikt nie rozpoznał po odgłosach godowych, że to żaba. Pojedynczy, metaliczny gwizd. Bardziej pasujący do insekta, niż do płaza. I to jeszcze, że odludek, siedzący w górach, pomiędzy 400 a 900 m. n.p.m. Maleństwo, 28 do 29,4 milimetra. Skóra jest przezroczysta, co pozwala zobaczyć narządy wewnętrzne, jak i szkielet. I te patrzałki...Jakaś bardzo zagorzała fanka Kermita, ta Przyroda. Na Grodzkiej pada deszcz gdy zagadka istnienia nie zmusza do myślenia...Nie pamiętam za dobrze.

Fot. Dr Brian Kubicki.

Żabcia wygląda uroczo, i nie dziwi, że mogła za wygląd wskoczyć na pierwsze strony gazet. Ale to tylko żabcia. Z gwizdałką. Kermit Żaba natomiast, potrafił długo bawić młodszych i starszych, zapracowując sobie ciężko, z Miss Piggy,  na miano Gwiazdy. Zarobił gwiazdę w alei, a w 1976 roku Brytyjska Akademia Sztuk Filmowych i Telewizyjnych uznała go za najlepszego aktora telewizyjnego. O! Czy te oczy mogą kłamać...

Hyalinobatrachium dianae i Kermit Żaba.

I jak to w show biznesie jest, nie ma nic za darmo. Dla roli, zrobi się wszystko. Nie inaczej. Choć może się nam to grubo odbić.

 Kermit the Hutt aka Kermit the Frogas Jabba the Hutt, (nydailynews).
  



Adrianna Biedrzeńskia i Krzysztof Zamachowski, Czy te oczy mogą kłamać...




Brian Kubicki, Stanley Salazar, Robert Puschendorf, A new species of glassfrog, genus Hyalinobatrachium (Anura: Centrolenidae), from the Caribbean foothills of Costa Rica, Zootaxa, 2015.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Ostatnie tango w Brazylii.

Lubią wędrować, aktywne nocą. Preferują ciemne i wilgotne miejsca. Mieszkaniem nie pogardzą. W pozycji obronnej, podnoszą wysoko nogi. Są przyczyną silnej erekcji.

Ostatnie tango w Paryżu 1972 (Ultimo tango a Parigi), Bernardo Bertolucci.

Erekcji, długotrwałej i bolesnej. Tak zwany priapizm. Uporczywy, patologiczny wzwód. Zbyt częsty z nimi kontakt, grozi impotencją. Przedawkowanie, śmiercią. Morderczyni o czarnym brzuchu, Phoneutria nigriventer.

Phoneutria nigriventer, Wałęsak brazylijski (by Techuser).

Ciekawe jak to działa w medycynie naturalnej. W pewnym wieku, kiedy interes zawieszony na kołku, można się wspomóc. Tylko co? Posadzić i czekać na kąsnięcie, a później huzia?



.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Żabie jaj poświęcenie.

Zasadniczo żaby zapładniają się na zewnątrz. Pani Żaba składa jaja, pan Żaba sobie jaja polewa, z jaj wykluwają się kijanki, które później dorastają, albo i nie. Jest kilkanaście gatunków żab, które robią to wewnątrz, a kijanki rozwijają się w jajach, znajdujących się w ciele Pani Żaby, która następnie rodzi małe żabki, z pominięciem fazy kijanki lub składa zapłodnione jaja. Były też i takie, co połykały zapłodnione jaja, młode wykluwały się w żołądku i przez paszczę wychodziły na świat. Ale raczej nie tędy droga. Gatunek wymarły.

Limnonectes larvaepartus. Pan (L) i Pani (P).

Limnonectes larvaepartus, gatunek może nie najnowszy, odkryty dekadę temu, zamieszkuje indonezyjską wyspę Sulawesi. Ostatnio podpatrzony dokładniej przez specjalistę od strategii reprodukcyjnej żab, Jimmy'ego McGuire'a...I zaskoczył. Nie dość, że zębaty, to i rodzi się inaczej.

Limnonectes larvaepartus. Pan Żaba, in situ, z dziatkami na skraju strumyka,
dwa młode w żółtym kółku. Reszta gdzieś jest, trzeba znaleźć. Tato chyba sam 
nie ogarnia.

Limnonectes L., nie wystarczył fakt, że jest w grupie kilkunastu z 6455 gatunków żab, które zapładniają się wewnętrznie, to na dokładkę, samica rodzi kijanki. Może kompleks małego, w sumie to 4 cm i 5 gr. potwora. I bez kolorów, bo to szare lub brązowe.

Limnonectes larvaepartus. Pani Żaba na porodówce.
Widoczne duże zasoby żółtka dla kijanek. 

Do tego, panom ogon przekształcił się w coś do członka podobnego. Z nudnych żabek awansowała Larvaepartus na szczyt. Albo prawie. Pociecha w pełnej krasie. Chwila po urodzeniu.

Limnonectes larvaepartus. Kijanka, widok z góry i od spodu.





Źródło: Plos One.



czwartek, 15 stycznia 2015

Szablozębne rozrywki boćka.

Każdy lubi sobie latać. A już w szczególności do ciepłych krajów. Bociągi też lubią i latają, do Afryki. I tak odpowiednio, te na zachód od Łaby przez Pireneje i Gibraltar do zachodniej i centralnej Afryki, te co na wschód od Edenu przez Bosfor, Liban, Izrael...etc., do doliny Nilu i dalej prosto, kto chce. Po drodze niebezpieczeństw czyha wiele. Różne kable i druty, które jak nie kaleczą to prądem rażą. Ludzie co się gnieżdżą w miejscach odpoczynku ptaków. Podtruta szarańcza co zamiast zdechnąć daje się zeżreć i zabija grzegotki. No i polowania. Jedni z głodu inni dla rekreacji, żeby z wprawy w strzelaniu nie wyjść. I jest jeszcze parę drobiazgów jak samoloty wojskowe, załamania pogody, hieny, i coś tam. Ale nic to. Sobie klabociany dolatują i zadomawiają się. I na żaby sobie chodzą.

Odontobatrachus natator.

Patrząc na trasy, można pozazdrościć tym zachodnim. Tyle, że na miejscu się wyrównuje. Idzie sobie boczón taki na kolację...A tu chwila nieuwagi i sam może stać się przekąską. Niedawno, bo w 2009, odkryto zamieszkującą strumienie i rzeki  zachodniej Afryki, żabę szablozębną.


I niech sobie żaba będzie mała, to na małą żabę, 1 milimetr długości szabli...To mało nie jest. Boczój, którego chmara taka oblizie, może dużych szans nie mieć. A biorąc pod uwagę, że z Europy to młode lecą, i gupie...


I jak to bywa z długimi dynastiami, tutaj w ogóle nowa rodzina powstała, bo do innych żab nie pasuje, dziwoląg się trafi. 90 mln. lat temu przodkowie żaby chodzili po ziemi, z dinozaurami się prowadzali, i się pewnie trafił jakiś, później, gdzieś,  kot szablozębny po drodze...
A boćko za to płaci.


Ale nie ma co rozpaczać Płaci od dawna. A zasłużył sobie na to. Klek bowiem od człowieka się wywodzi, a dokładniej z człowieka. Bo się był nie posłuchał Boga, i zamiast wyrzucić worek pełen żab, węży i innego plugastwa, to rozwiązał i paczy...I jak paczył, tak się to rozlazło znowu po ziemi. To go Bóg w ptaka zrobił, żeby to posprzątał. Czyściświat rady nie dał, co widać, i mu ze wstydu nos poczerwieniał ;) Ogólnie to narozrabiał sporo i pokutuje wosio. Bo to mia być ukarany morderca, co rozrzuca poćwiartowane zwłoki, a kawałki się zmieniają w żaby, które on później musi zbierać; chłop za oranie w święta; albo kosiarz co mu portki spadły przed Jezusem (Kajtek bez majtek, Wojtek bez portek); a może Żyd co się przed Chrystusem pod mostem schował; chłop co Boga straszy; potępione dusze. A tego nie kumam, ale jest dobre, ci co paznokci za pazuchę nie chowają, tylko je wyrzucają ;)? I dzieci jeszcze przynosi. 
Taki gagatek z ksiądza Wojtka. Tak też go wołają.

No i trafiła kosa na szable...



PS A taki pocian, co się napatrzy jak mu żaby ogryzają mamę, to może niespełna rozumu być. I dramat jaki gotowy...

Nazwy bocianów między innymi za J. Strutyński, Polskie nazwy ptaków krajowych, 1972.
Odontobatrachus natator ."Verhalte Dich unauffällig und Dein Geheimnis bleibt gewahrt", Michael F. Barej

wtorek, 13 stycznia 2015

Zmora co eliksir urody pija.

 Taki opis znajduje się w sztambuchu generała Joachima Jaucha.
 

"Anno 1749: Taka Szarańcza padła na milę od Kalisza, z którey dwie złapano, y jednę serwują w Kapitule Gneźnieńzskiey, a drugą OO. Reformaci w Kaliszu, tę gdy wzięto w rękę skrzeczała jako Gacek, y pianę żółtą z pyska toczyła, cała była kosmata, jak axamit, Śmierć na piersiach, nogi dwie kosmate y zęby wiewiórcze mająca etc."

Acherontia Atropos.

Jak wiadomo motyle mają trąbkę, którą sobie popijają nektary. Zmora natomiast może sobie przez nią także trąbić. Trąbi sobie, a raczej piska jak nietoperz właśnie, na wrogów, żeby się bali, albo na pszczoły, co by je zahipnotyzować, kiedy im miód podciąga w ulu. Zdarza się, że pszczoły rozkminią akcję i zakitują podkradacza, który unieruchomiony i zaduszony umiera. To przez to, że na gotowe woli iść, a nektaru z kwiatów też nie lubi. Ale z brzozy sok słodkawy, oskołę, dla odmiany chlapnie, który to już Słowianie stosowali jako eliksir dla urody i zdrowia. Co jak widać idzie jej na dobre.

W doborowym towarzystwie.

Zmora trupia-głowa znajduje się w doborowym towarzystwie, bardzo realistycznie oddanych, turkucia podjadka, szarańczaka i traszki, na tej samej karcie. Jak i różnych projektów architektonicznych, szkiców i grafik, scen z mitologii, studiów rzeźby antycznej i portretów, na stronach innych, które skąd indziej są bardzo akuratnie. Tym bardziej zastanawiający jest portret Zmierzchnicy, jakby nie patrzeć, przez samego inżyniera i architekta wojskowego zrobiony, lub inną umiejącą rysować osobę. Jauch od 1724 r., kierował Saskim Urzędem Bud. w Warszawie. Brał udział przy projektowaniu rozbudowy Zamku Ujazdowskiego oraz Pałacu Błękitnego i Pałacu Saskiego. Samodzielne dzieła to m.in. kościół Bonifratrów, koszary przy Pałacu Kazimierzowskim (Koszary Mirowskie), kaplica grobowa Augusta II przy kościele Kapucynów, kościół Św. Wawrzyńca na Woli. Tworzył w stylu późnego baroku drezdeńskiego.



Joachim Jauch, Sztambuch Joachima Daniela Jaucha, 1754. (Sztambuch generała Jaucha.)

Joachim Daniel von Jauch.


PS Zmora nasza, co z dali przybyła...Z Dalí, li coś ją łączy więcej, czy mimetyzm jeno...?