We don't need no mouse convention, we don't need no trap control.
Circa '30, (?)
We don't need no education, We don't need no thought control.
Pink Floyd, 1979.
Każdy śmiałek, który zaatakuje tę panującą ortodoksję, zostaje natychmiast skutecznie uciszony. Jeśli czyjeś poglądy godzą zdecydowanie w obowiązującą ideologię, niemal zawsze stają się one przedmiotem nieuczciwej krytyki i nagonki, już to na łamach prasy popularnej, już to w poważnych periodykach.
Anyone who challenges the prevailing orthodoxy finds himself silenced with surprising effectiveness. A genuinely unfashionable opinion is almost never given a fair hearing, either in the popular press or in the highbrow periodicals.
G. Orwell [The Freedom of the Press]
Anonymous, c. 2006.
(art. Shepard Fairey)
Pink Floyd, Another Brick in The Wall, The Wall, 1979.
Tegoroczna edycja HelloWin 2015, minęła pod hasłem "Arbeit macht fly". Wyłoniono dwóch zwycięzców, Komar i Wiedźma. Oba kostiumy naprawdę są urocze, i dodatkowo promują zdrowy tryb życia. Komar może mieć utrudnione lekko prowadzenie przez te badyle od frontu, ale co tam. Ciekawi mnie odwłok, czy to przypadkiem nie jest frak? Ale by było. Nie wiadomo czy rower bzykał podczas jazdy.
(?)
Dokładnie nie wiem co to jest, w koszyku Wiedźmy, ale miało to coś symbolizować kota. No chyba, że jest to miś udający kota. W każdym razie wygląda to na ręczną robotę, co się liczy. Patrząc na dekorację kół, można powiedzieć, że to czarowny Indian. Steven Spielberg też musiał widzieć to zdjęcie, i wykorzystał motyw latającego roweru z koszykiem wypełnionym E.T., W księżycową jasną noc.
(?)
[...] do jakich absurdów dojść może umysł ludzki, kiedy nadmierna potęga rozumu skoncentrowana zostanie na zbyt małej przestrzeni. (William Knott)
A teraz wszystko produkują małe Chińczyki, żeby inni nie musieli za dużo myśleć i za dużo produkować.
[...] usiłuję wymyślić stosowne, przyzwoite słowo na wyrażenie moich uczuć. Jeszcze się jednak do końca nie obudziłem. Przychodzi mi do głowy tylko „kurwa”. (William Knott) W księżycową, jasną noc, William Wharton.
Dziady to słowiański obrządek, obchodzony dwa razy w roku, wiosną i jesienią. Jego zasadniczym celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Ogniska, które ongiś palono, aby ułatwić duszom zmarłych przodków odnalezienie drogi do domu na przygotowaną strawę, przetrwały do naszych czasów w formie zniczy na cmentarzach. Ogień też miał powstrzymywać dusze ludzi , którzy zeszli z tego świata w nagły sposób. Nasze straszne maski - karaboszki, patrz anglosaskie dynie, miały odstraszać złe duchy.
Maska drewniana z Opola, X-XI wiek.
Pierwotna forma obrzędu nakazywała ugoszczenie duchów np. miodem, kaszą i jajkami, aby zapewnić sobie ich przychylność i jednocześnie pomóc im osiągnąć spokój w zaświatach. W niektórych regionach Polski, np. na Podhalu, w miejscu czyjejś gwałtownej śmierci każdy przechodzący miał obowiązek rzucić gałązkę na stos, który następnie co roku palono.
Kto miał jakiś problem z wiedźmami...?
No ja miałem, kiedy wróciła moja, a ja trzymając się tradycji poczęstunku, właśnie wyciągnąłem jajka, żeby nawiązać kontakt. Do tego zwyczaju, nawiązuje Mickiewicz w "Dziadach", gdzie opisuje wzywanie dusz podczas obrzędu, który odbywa się w dawnym (opuszczonym) miejscu kultu, kaplicy lub kościele, może być cmentarz. Obrzędowi przewodniczy Guślarz (Koźlarz, Huslar), wzywający dusze zmarłych przebywających w czyśćcu, aby powiedziały czego im potrzeba do osiągnięcia zbawienia i aby się posiliły.
Nie znałeś litości, panie!
Hej, sowy, puchacze, kruki,
I my nie znajmy litości:
Szarpajmy jadło na sztuki,
A kiedy jadła nie stanie,
Szarpajmy ciało na sztuki,
Niechaj nagie świecą kości.
Dziady cz. II, Adam Mickiewicz, rys. Czesław Jankowski.
The Kingdom of Witches, music Nox Arcana.
Nie wiem czy Pieńkowski maczał w tym palce osobiście, ale jest zaznaczone, że w jego stylu. A Pieńkowski był synem ojca, co jest naturalne, który walczył w powstaniu '44, rodzina po jego upadku, osiadła w Anglii. Wspominam to specjalnie bo liczba 44 jest tu istotna. Poruszona została właśnie w "Dziadach", i nikt nie wie o co biega.
Pierwszy fragment:
Patrz! – ha! – to dziecię uszło – rośnie – to obrońca! Wskrzesiciel narodu, Z matki obcej; krew jego dawne bohatery, A imię jego będzie czterdzieści i cztery.
Drugi fragment:
Nad ludy i nad króle podniesiony; Na trzech stoi koronach, a sam bez korony; A życie jego – trud trudów, A tytuł jego – lud ludów; Z matki obcej, krew jego dawne bohatery, A imię jego czterdzieści i cztery.
Dziady, cz. III.
Wiedzą ci co liczą i żyją trochę później. Jak zawsze. Patrząc na to z pewnej perspektywy, a tą daje samolot, dokładniej widok z samolotu, na przykład z tego który runął na ziemię w Smoleńsku, a on, ten widok, był wywieszczony przez Wieszcza w "Dziadach", bo 10.04.2010 to10 + 4 +20 +10 = 44. Hu! Hu! Ha! Co do wieszczów to też trzeba uważać, bo to różnie bywa. Politycy też tak "umią" wieszczyć, jak nasi najlepsi literaci, w dodatku bez ich umiejętności potrafią z ludzi robić dziadów i ludzi bezdomnych.
Wiedźma grzybiarka. Czym chata bogata...!
Lao Che, Astrolog, Gusła, 2002.
Kto zacz? Wystąp! Odpowiedz! Kto zacz? Zaklinam! Odpowiadaj! Pomnij! - "...niż mędrca szkiełko i oko..." Macochą mi Luna. Pasierbem Kometa. Bielmem Konstelacja w almanachu wersetach. Miast źrenic - luneta. Jam astralny kąkol. Alchemia cnót w żółć. Sercem mym szron.
Miej serce i patrzaj w serce!
"...A kto prośby nie posłucha, W imię Ojca, Syna, Ducha, Widzicie Pański Krzyż. Nie chcecie jadła, napoju, zostawcież nas w pokoju. A kysz! A kysz!..."
Dla tłuszczy niebiegłej w Piśmie - Podium cyniczne. Dla mnie bałwochwalcy - Klucz do wróżb - Cielcem!
Chciałem powiedzieć – wyjaśnił z goryczą Ipslore – że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
“I meant," said Ipslore bitterly, "what is there in this world that truly makes living worthwhile?" Death thought about it. CATS, he said eventually. CATS ARE NICE.”
Description: Subject appears to be a humanoid standing at an estimated 105 meters tall. Subject appears to be covered in a thick but patchy hide with a gray/blue coloring of the skin. Originally believed to be folk legend until an RAF reconnaissance/bomber flight (Lockheed Hudson) photographed the creature while on patrol 480 kilometers north of Bergen, Norway, December 1942. All other attempts at capture or photography have resulted in failure. Sightings of the creature have persisted throughout the mid to late 1900s however none of these sightings have been officially confirmed by foundation staff.
Troll Hunter 2010.
Peer Gynt, Suite No. 1, Op. 46: In the Hall of the Mountain King, Eugene Ormandy.
Czujesz to? To napalm, synu. Nic na świecie tak nie pachnie. Uwielbiam zapach napalmu o poranku. Raz nasi bombardowali jedno wzgórze przez dwanaście godzin. Kiedy było po wszystkim, nie znaleźliśmy ani jednego trupa. Ten zapach: jak zapach benzyny. Całe wzgórze pachniało zwycięstwem.
Do you smell that? Napalm, son. Nothing else in the world smells like that. I love the smell of napalm in the morning. You know, one time we had a hill bombed for 12 hours. When it was all over, I walked up. We didn’t find one of them, not one stinking dink body. But the smell. You know, that gasoline smell. The whole hill smelled like victory.
Podpułkownik William „Bill” Kilgore, Czas Apokalipsy, 1979.
Zdjęcia, Chris Niedenthal.
Kino Moskwa, "Czas Apokalipsy", grudzień 1981, Warszawa w pierwszych dniach stanu wojennego.
Cinema Moskwa, "Apocalypse Now", december 1981, Warszawa, Martial law first days.
Warszawa, ul. Puławska, 15 grudnia 1981.
Warszawa, Al. Ujazdowskie, 22 grudnia 1981.
Demonstracja Solidarności w Warszawie, 31 sierpnia 1982 r. Skrzyżowanie ul. Marszałkowskiej z ul. Świętokrzyską.
W czasie stanu wojennego, pierwsze poważne starcie Solidarności z ZOMO, 3 maja 1982, Plac Zamkowy, Warszawa.
Plac Zamkowy, 3 maj 1982.
Warszawa, 16 sierpnia 1982, Plac Zwycięstwa (dzisiaj Plac Piłsudskiego). Milicyjna armatka wodna przepędza kobiety przy krzyżu z kwiatów na placu.
Sklep mięsny na warszawskiej Pradze, 1981.
Warszawa, sklep mięsny, lata 80-te.
Targ w Grójcu, 1982 r.
Generał.
I zajebista piosenka...
Sztywny Pal Azji, Nie Gniewaj Się Na Mnie Polsko...
Na pufie po jubilerowej rozwalił się w nonszalanckiej pozie trzeci kompan, przerażających rozmiarów czarny kocur z kieliszkiem wódki w jednej łapie i widelcem - na który zdążył już nadziać marynowany grzyb - w drugiej.
(7. Fatalne mieszkanie, str. 37)
But worst of all was the third invader : a black cat of revolting proportions sprawled in a nonchalant attitude on the pouffe, a glass of vodka in one paw and a fork, on which he had just speared a pickled mushroom, in the other.
— Noblesse oblige — zauważył kocur i nalał Małgorzacie do smukłego kieliszka jakiegoś przejrzystego płynu.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
(24. Wydobycie mistrza, str. 119)
"Noblesse oblige," remarked the cat, pouring out a glassful of clear liquid for Margarita. “Is that vodka?" Margarita asked weakly. The cat jumped up in his seat with indignation. "I beg pardon, my queen," he rasped, "Would I ever allow myself to offer vodka to a lady? This is pure alcohol!”
W swojej twórczości wykorzystuje wszystko co mu wpadnie w ręce. Kleje, farby, smołę, różnego rodzaju przedmioty min. kości i skamieniałości. Do tego dorzuca olej lub akwarelę czy technikę kalkografii. Idąc z duchem czasu dołączył do narzędzi komputer. W ciemni też siedzi. Efekt? Trochę jak Bosch, ale co tam.
Voilà...