Fot. Brykiet Noga.
poniedziałek, 4 maja 2015
sobota, 2 maja 2015
Kot i twórca słoneczników.
Urodziłem się nad ranem i przedwcześnie 12 lipca 1905 r. na Skrzydłowszczyźnie, folwarku pod Jędrzejowem mojej prababki, gdyż Ojciec wyprowadził tam moją Matkę z płonącego naszego domu w Jędrzejowie przy Rynku. Podobnie palił się ten dom w r. 1872 przy urodzeniu mego Ojca i Dziad potem ufundował kaplicę przy parafialnym kościele dla św. Floriana; Ojciec po 1905 r. zorganizował Ochotniczą Straż Pożarną. Na kaplicy wędrowny malarz włoski w r. 1880 na polecenie Dziada wymalował zegar słoneczny, którego złe funkcjonowanie zachęciło mego Ojca w dzieciństwie do studium gnomoniki i na dworku mej prababki w latach 1900–1903 Ojciec wraz z Matką wykreślił już naukowo obliczone trzy zegary słoneczne. Poza tym prababka miała na swym biurku dwa zegary słoneczne, którymi się w gospodarstwie posługiwała, a często zażywała tabaki, co mnie w dzieciństwie bardzo intrygowało.
Postać nietuzinkowa, można by rzec, że człowiek orkiestra. Fotografik, historyk sztuki i nauki, bibliofil, grafik, kolekcjoner, oraz jeden z nielicznych na świecie speców od projektowania i obliczania zegarów słonecznych, gnomonik. Tadeusz Konrad Przypkowski.
Jako gnomonik, część zegarów słonecznych wykonał sam, inne tylko obliczył i projektował. Tylko...W Warszawie były to: na Zamku Królewskim, przed PKiN-em, od południa wielokrotny z gnomonami otworkowymi, a od północy analematyczny, na ścianach Teatru Komedia, na Kościele Mariackim w Krakowie i w wielu miejscach w Polsce i nie tylko. W obserwatorium Greenwich...Ichniejsi historycy i astronomowie wymiękli. Niedawno było odsłonięcie repliki. Na Placu de la Concorde, też.
Był dyrektorem Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie. Powstało ono na bazie kolekcji jego ojca, Feliksa. Sam Tadeusz ją znacząco wzbogacił. Głównie zegary słoneczne i instrumenty astronomiczne, zbiór starodruków 1480-1800, ekslibrisy, rzemiosło artystyczne. Trzecia co do wielkości kolekcja na świecie. Słoneczników, ma się rozumieć.
Zegar ze zdjęcia powyżej, należał ponoć do króla Leszczyńskiego. O 12, Słońce przez soczewkę odpalało armatkę! Być zaproszonym na rozmowę w samo południe...Rodzina szlachecka, herbu Radwan, jako pierwsza uwolniła chłopów i nadała im ziemie, już w XVI wieku.
"Słonecznik" - zegar słoneczny. Artykuł o T. Przypkowskim: Urania. Więcej zdjęć z albumu Piękno Warszawy. "Zegary słoneczne stolicy", Tadeusz Przypkowski, Stolica: warszawski
tygodnik ilustrowany, R. 3, 1948 nr 8 (22 II), str. 6-7, 9 (żeby odpalić Stolicę, trza sobie wetknąć wtyczkę...Ale warto, i nie tylko dla tej pozycji).
PS Nie rozpisałem się, bo godzina niekatolicka i nie mam wina...
Postać nietuzinkowa, można by rzec, że człowiek orkiestra. Fotografik, historyk sztuki i nauki, bibliofil, grafik, kolekcjoner, oraz jeden z nielicznych na świecie speców od projektowania i obliczania zegarów słonecznych, gnomonik. Tadeusz Konrad Przypkowski.
Tadeusz Przypkowski, 1905-1977 (fot. Urania).
Gimnazjum i studia ukończył w Krakowie. Doktorat zrobił z historii sztuki. W latach 1929-30, wykonywał inwentaryzację zabytków Podtatrza, Spisza i Nowotarszczyzny. W ramach tej pracy wykonał dokumentację fotograficzną. Od 1932 pracował w Warszawie, jako referent propagandy kulturalnej, był doradcą S. Starzyńskiego. Dużo podróżował po Europie, całej i dalekiej. Jako fotograf, w dziedzinie fotografii artystycznej, laureat wielu nagród i wyróżnień, Los Angeles 1925 rok, Montevideo 1931, Mediolan 1932. Stosował technikę przetłoku bromolejowego. W latach 1935-38 opublikował swoje fotografie, w pięciotomowym wydawnictwie "Piękno Warszawy", z tekstem S. Wóycickiego. Pod koniec 1945 roku, pokazał wystawę "Warszawa oskarża", w Paryżu i Londynie.
Kot z ul. Rycerskiej, Tadeusz Przypkowski, Warszawa 1936.
Jako gnomonik, część zegarów słonecznych wykonał sam, inne tylko obliczył i projektował. Tylko...W Warszawie były to: na Zamku Królewskim, przed PKiN-em, od południa wielokrotny z gnomonami otworkowymi, a od północy analematyczny, na ścianach Teatru Komedia, na Kościele Mariackim w Krakowie i w wielu miejscach w Polsce i nie tylko. W obserwatorium Greenwich...Ichniejsi historycy i astronomowie wymiękli. Niedawno było odsłonięcie repliki. Na Placu de la Concorde, też.
Merides Media. Zegar południkowy w Greenwich.
Był dyrektorem Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie. Powstało ono na bazie kolekcji jego ojca, Feliksa. Sam Tadeusz ją znacząco wzbogacił. Głównie zegary słoneczne i instrumenty astronomiczne, zbiór starodruków 1480-1800, ekslibrisy, rzemiosło artystyczne. Trzecia co do wielkości kolekcja na świecie. Słoneczników, ma się rozumieć.
Zegar słoneczny, Francja XVIII w. (fot. P.M. Przypkowski).
Zegar ze zdjęcia powyżej, należał ponoć do króla Leszczyńskiego. O 12, Słońce przez soczewkę odpalało armatkę! Być zaproszonym na rozmowę w samo południe...Rodzina szlachecka, herbu Radwan, jako pierwsza uwolniła chłopów i nadała im ziemie, już w XVI wieku.
"Słonecznik" - zegar słoneczny. Artykuł o T. Przypkowskim: Urania. Więcej zdjęć z albumu Piękno Warszawy. "Zegary słoneczne stolicy", Tadeusz Przypkowski, Stolica: warszawski
tygodnik ilustrowany, R. 3, 1948 nr 8 (22 II), str. 6-7, 9 (żeby odpalić Stolicę, trza sobie wetknąć wtyczkę...Ale warto, i nie tylko dla tej pozycji).
PS Nie rozpisałem się, bo godzina niekatolicka i nie mam wina...
środa, 29 kwietnia 2015
niedziela, 26 kwietnia 2015
czwartek, 23 kwietnia 2015
Lody ruszyły...(Лёд тронулся...).
Fot. Brykiet Noga.
Kochałem i cierpiałem. Kochałem pieniądze i cierpiałem z powodu ich braku.
Он любил и страдал. Он любил деньги и страдал от их недостатка.
Он любил и страдал. Он любил деньги и страдал от их недостатка.
Chociaż może to i nie Paryż ale prosimy łaskawie do naszego szałasu.
У нас хотя и не Париж, но милости просим к нашему шалашу.
У нас хотя и не Париж, но милости просим к нашему шалашу.
Ostap Bender.
Остап Бендер.
Dwanaście krzeseł (Двенадцать стульев), Jewgienij Pietrow, Ilja Ilf, 1928.
wtorek, 21 kwietnia 2015
Landryn.
Fot. Brykiet Noga.
Jeżeli chcecie to posłuchajcie, historii prosto z Krakowa
O jednym panku, co słynął z tego, że glanów swych nie zdejmował
I z wodą rzadko miał do czynienia, co to jest mydło nie wiedział
Z brudu się lepił, stąd ksywa "Landryn", no i potwornie jebał!
Landryn! - lepkie twe ciało
Landryn! - słodki twój zapach
Oto początek historii o tym jak Jolka przegrała zakład
Raz założyły się dwie pankówy, o jabłko na imprezie
Że jedna dzisiaj dokona cudu, i Landryn z butów wylezie.
Jolka to była ostra pankówa, więc obmyśliła plany,
Że się najebią, pójdą do łóżka, i wtedy ściągnie mu glany.
Landryn! - lepkie twe ciało
Landryn! - słodki twój zapach
Oto ciąg dalszy historii o tym jak Jolka przegrała zakład
O drugiej w nocy już byli w łóżku, Landryn dokończył jabola
Jolkę rozebrał, a sam jedynie opuścił spodnie do kolan.
Przeleciał Jolkę, obrzygał pościel, starannie się odkleił
Pierdolnął drzwiami, zostawił odór i syf na Jolki pościeli
Landryn! - lepkie twe ciało
Landryn! - słodki twój zapach
I to jest koniec historii o tym jak Jolka przegrała zakład.
Landryn! - lepkie twe ciało
Landryn! - słodki twój zapach
I tak się kończy historia o tym jak Jolka przegrała zakład.
Morał z historii jest oto taki: żebyś zakładów unikał
Bo łacno możesz przegrać jabola - chyba że jesteś radykał.
Lecz jeśli musisz już się zakładać gdy się okazja nawinie
Pomyśl, czy jesteś takim twardzielem, żeby się ruchać z Landrynem!
Landryn! - lepkie twe ciało
Landryn! - słodki twój zapach
I to jest morał z historii o tym jak Jolka przegrała zakład.
O jednym panku, co słynął z tego, że glanów swych nie zdejmował
I z wodą rzadko miał do czynienia, co to jest mydło nie wiedział
Z brudu się lepił, stąd ksywa "Landryn", no i potwornie jebał!
Landryn! - lepkie twe ciało
Landryn! - słodki twój zapach
Oto początek historii o tym jak Jolka przegrała zakład
Raz założyły się dwie pankówy, o jabłko na imprezie
Że jedna dzisiaj dokona cudu, i Landryn z butów wylezie.
Jolka to była ostra pankówa, więc obmyśliła plany,
Że się najebią, pójdą do łóżka, i wtedy ściągnie mu glany.
Landryn! - lepkie twe ciało
Landryn! - słodki twój zapach
Oto ciąg dalszy historii o tym jak Jolka przegrała zakład
O drugiej w nocy już byli w łóżku, Landryn dokończył jabola
Jolkę rozebrał, a sam jedynie opuścił spodnie do kolan.
Przeleciał Jolkę, obrzygał pościel, starannie się odkleił
Pierdolnął drzwiami, zostawił odór i syf na Jolki pościeli
Landryn! - lepkie twe ciało
Landryn! - słodki twój zapach
I to jest koniec historii o tym jak Jolka przegrała zakład.
Landryn! - lepkie twe ciało
Landryn! - słodki twój zapach
I tak się kończy historia o tym jak Jolka przegrała zakład.
Morał z historii jest oto taki: żebyś zakładów unikał
Bo łacno możesz przegrać jabola - chyba że jesteś radykał.
Lecz jeśli musisz już się zakładać gdy się okazja nawinie
Pomyśl, czy jesteś takim twardzielem, żeby się ruchać z Landrynem!
Landryn! - lepkie twe ciało
Landryn! - słodki twój zapach
I to jest morał z historii o tym jak Jolka przegrała zakład.
Brudne Dzieci Sida, Landryn.
PS Pozdro dla Patyczaka!
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Zalani w trupa.
Do picia trzeba głowę mocną mieć. To po pierwsze. Po następne, przydać się mogą twarde kości, siła fizyczna, refleks...Umiejętność pływania. A to na wypadek potopu. Noe, co prawda, zmajstrował sobie na tę okoliczność łajbę, ale zalać się na taką skalę, to już skaranie Boskie. I rozpusta. Szkoci tak rozrzutni nie są i zalali się w skali micro. W Glasgow, roku pańskiego 1906.
Fachowiec redagował pismo, co wychodzi w objętości jednego arkusza, szkoda, że nie w cm³. A było to tak:
Katastrofa z powodu pęknięcia zbiornika od okowity. Dnia 21 października z. r. pękł w Glasgow główny rezerwuar i 280 000 litrów spłynęło, gdy pękł sufit, do niższego piętra. Czternastu robotników znajdujących się w tym lokalu walczyło ze śmiercią tonąc w okowicie. Pod ogromnym naciskiem pękły wreszcie mury i okowita nagle wypływając rzuciła robotników z taką gwałtownością na mur przeciwległy, iż trzech zostało zabitych na miejscu, a resztę wyniesiono noszami do lazaretu.
Strumieniem przeszło dwie stopy głębokim płynęła okowita wartkim prądem ulicą wywracając ludzi i konie. Na szczęście nie zapaliła się okowita, gdyż w tym razie byłoby nieszczęście przybrało rozmiary nieobliczalne.
I na piwku się wykopyrtnąć da radę. 17 pazdziernik 1814, w Londynie na Tottenham Court Road, stał sobie browar Meux and Company, zwany "podkówka", Horseshoe Brewery. A w browarze, jak to w browarze są kadzie. No i taka kadź sobie pękła. 610000 litrów warzącego się piwa popłynęło, przewracając po drodze następne kadzie. Jak domino. W efekcie ok 1500000 litrów piwa wypłynęło z browaru. Fala była na tyle potężna, że uszkodziła dwa domy i przewróciła mur pobliskiego pubu, pod którym zginęła barmanka. W pierwszej chwili liczba ofiar była szacowana na 20-30, ale skończyło się na 8, w tym dwoje dzieci i nastolatka. Wielki tłum rzucił się do akcji ratowniczej...Co kto miał i zdążył złapać, z tym przybiegał. W użyciu były butelki, rondle, czajniki i patelnie, wiaderka i kubki. Akcja ta ponoć przerodziła się w Wielka popijawę, obfitującą w sceny gorszące. Trochę to utrudniało właściwą akcję ratunkową. Browar pozwano do sądu. Sąd orzekł, że Bóg tak chciał, i to tylko wypadek, właściciela uniewinnił. Ale i tak zbankrutował.
Fachowiec redagował pismo, co wychodzi w objętości jednego arkusza, szkoda, że nie w cm³. A było to tak:
Katastrofa z powodu pęknięcia zbiornika od okowity. Dnia 21 października z. r. pękł w Glasgow główny rezerwuar i 280 000 litrów spłynęło, gdy pękł sufit, do niższego piętra. Czternastu robotników znajdujących się w tym lokalu walczyło ze śmiercią tonąc w okowicie. Pod ogromnym naciskiem pękły wreszcie mury i okowita nagle wypływając rzuciła robotników z taką gwałtownością na mur przeciwległy, iż trzech zostało zabitych na miejscu, a resztę wyniesiono noszami do lazaretu.
Strumieniem przeszło dwie stopy głębokim płynęła okowita wartkim prądem ulicą wywracając ludzi i konie. Na szczęście nie zapaliła się okowita, gdyż w tym razie byłoby nieszczęście przybrało rozmiary nieobliczalne.
Ale nie tylko łiski się zalać można. 15 stycznia 1919 roku, w Bostonie, runął zbiornik z melasą. 15 metrów wysokości i 27 metrów szeroki. Melasy używa się na przykład, przy produkcji rumu. Na początku XX wieku była wykorzystywana nawet do produkcji materiałów wybuchowych. Fala potwornej słodkości, mierząca czasami 4,5 metra, popędziła przez miasto. Pociągnęła za sobą ludzi, zwierzęta, budynki, i wiadukt kolejowy. 8 milionów litrów. 21 zabitych osób, 150 rannych, najmłodszy to 10-cio latek, zabity przez największego cuksa. W śledztwie chciano ugotować w tym anarchistów, że zamach. Nic z tego. Wyszło, że poleciano po kosztach, zła eksploatacja. Pękły nity przy wspornikach, poleciał zbiornik. I było za ciepło, 4 stopnie powyżej zera, w styczniu. To się za szybko fermentowało.
Po bitwie, Boston. (Boston Public Library)
I na piwku się wykopyrtnąć da radę. 17 pazdziernik 1814, w Londynie na Tottenham Court Road, stał sobie browar Meux and Company, zwany "podkówka", Horseshoe Brewery. A w browarze, jak to w browarze są kadzie. No i taka kadź sobie pękła. 610000 litrów warzącego się piwa popłynęło, przewracając po drodze następne kadzie. Jak domino. W efekcie ok 1500000 litrów piwa wypłynęło z browaru. Fala była na tyle potężna, że uszkodziła dwa domy i przewróciła mur pobliskiego pubu, pod którym zginęła barmanka. W pierwszej chwili liczba ofiar była szacowana na 20-30, ale skończyło się na 8, w tym dwoje dzieci i nastolatka. Wielki tłum rzucił się do akcji ratowniczej...Co kto miał i zdążył złapać, z tym przybiegał. W użyciu były butelki, rondle, czajniki i patelnie, wiaderka i kubki. Akcja ta ponoć przerodziła się w Wielka popijawę, obfitującą w sceny gorszące. Trochę to utrudniało właściwą akcję ratunkową. Browar pozwano do sądu. Sąd orzekł, że Bóg tak chciał, i to tylko wypadek, właściciela uniewinnił. Ale i tak zbankrutował.
Meux’s and Company, HorseShoe brewery, Tottenham Court Road in 1830.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















